Sobotni BookClub w bardzo udany, choć Krótka opowieść o Antychryście
Włodzimierza Sołowjowa moim zdaniem dupy nie urywa. Za to uczenie coraz wymyślniejszych i kolokwialnych polskich słów naczelnego Włocha KBK było doświadczeniem bezcennym ( w tym słowo śpiulkolot, które spontanicznie sobie przypomniałem).
Moją ulubioną postacią w nowelce Sołowjowa jest oczywiście Appoloniusz mag, tak opisuje go autor :
"Cesarz nadczłowiek rozumie, czego potrzeba tłumom. Właśnie w tym czasie przyjeżdża do niego do Rzymu wielki czarnoksiężnik, przybyły z Dalekiego Wschodu, otoczony gęstą mgłą dziwnych przygód i dziwacznych bajek. Według głuchych wieści, krążących wśród neobuddystów, był on pochodzenia boskiego: był synem boga słońca Surji i jakiejś nimfy rzecznej.
Ten czarnoksiężnik nazwiskiem Apolloniusz był bez wątpienia człowiekiem genialnym. Pół Azjata, pół Europejczyk, biskup katolicki in partibus infidelium, łączył przedziwnie najnowsze wyniki i zastosowania techniczne wiedzy zachodniej ze znajomością i umiejętnością posługiwania się tym wszystkim, co jest istotnie rzetelnego i ważnego w tradycyjnym mistycyzmie Wschodu. Wyniki takiego skojarzenia musiały być nadzwyczajne!".
https://pl.wikipedia.org/wiki/Surja
Niestety jest to postać drugoplanowa, choć dodająca trochę uroku suchej, wydumanej i przeintelektualizowanej wizji Sołowjowa.
Także oparcie się na większym niż zakładałem fragmencie tekstu (Trzy dialogi - całość a nie tylko historia o antychryście znacząco utrudniły pełny udział i zrozumienie rozważań BookClubu...) ...
https://www.znak.com.pl/ksiazka/krotka-opowiesc-o-antychryscie-wlodzimierz-solowjow-118826
Dziś po 13 znów podziałałem w ramach wolontariatu w książko/ciucho dzielni, wczorajszy względny porządek został przysypany świeżą dostawą kilkudziesięciu książek - głównie o górach (tatry i nie tylko) podpisanych na okładce w większości przez panią Rysię ("Rysia").
Naprawdę ucieszyły mnie spodnie - z gatunku indyshopowych szarawarów - choć domagają się pewnego cerowania - są jak znalazł na letnie upały i imprezy w "kontakcie" .
Poza tym gram w grę niezależną klon Slay the Spire "BANNERS OF RUIN" naprawdę zacna produkcja - w Slay The Spire przemieszamy się jednym awatarem ciągle w górę na czubek wieży i miasta wybierając jedną z 3 ścieżek 0 i rozwidleń co kilka ruchów .
Tu złożenie jest podobne ale mamy (na starcie, do sześciu ponoć maksimum)) dwie postaci - domyślnie Antropomorficzni Niedźwiedź i Królik wojownicy - wkraczający (przekradający się) do podbitego miasta, gra szczerze jest ładniejsza i ciekawsza w moim odczuciem od Splinterlandsów - mechanika walki karcianej jest podobna ale większa ilość postaci zmienia możliwości i strategie, niestety przy 3-4 podejściach dalej przegrywam z pierwszym bossem - choć pewien postęp (Rangi postaci, nowe zwierzęta i karty) zachowywany jest z rozgrywki na rozgrywkę .
Swoją drogą nurt gier o antropomorficznych zwierzątkach zyskuje na coraz większej popularności w planszówkach , grach elektronicznych i klasycznym RPG. Ciekawe zjawisko.
gra jeszcze we wczesnym dostępie jak mniemam mocne 5+/6