Niedziela 31 listopada 2021, noc zmiany czasu, wszyscy śpią godzinę dłużej, za to zachód słońca jest wcześniej (około 16:18) nad czym rozpaczała Kasia Która Chodzi (przynajmniej na Fb :) ...
odespałem ostatnie pobudki na plan serialu Netflixa o Rzymianach i Germanach oraz piątkową - nocną - eskapadę na Kaźmirz (VIVA el ZAPIEKANKI don Endziora, wegetariańska o dziwo całkiem godna polecenia ) i nad Wisłę.
Mimo to jedna względnie dobrze przespana noc nie dała się całkiem zregenerować ( rano czułem się dalej dość, chociaż już mniej zdechły) .
Niestety wbrew postanowieniom charakteryzacja z planu już nie wyglądała jak coś co nadaje się na "przebranie" Halloweenowo/Dziadowe , kąpiel była zresztą koniecznością tak czy siak ....
Mimo to ze sporym zamulaniem i przeciąganiem z mojej strony potoczyliśmy się w stronę pobliskiego cmentarza Rakowickiego, szczerze powiem że nie chciało mi się jechać ale uznałem, że w wypadku zbiorowo-domowej aktywności jest to pewien mus. Robiąc zresztą zdjęcia Kruków ( czy może prędzej Gawronów) i wiewiórek nie wniosłem zbyt dużego wkładu w sprzątanie dwóch grobów. (bo większość dokonała się zbyt szybko). Także chodzenie z rowerami przez cmentarz w dzień przedświątecznego tłoku nie należało do komfortowych.
Dalej udało się na moment odwiedzić pobliską bazę All Inn (książkodzielnię) miałem tylko moment poświęcony na grabienie liści i złapanie kilku ciekawych pozycji (nr Brulionu z kilkoma stronami Blakea np. ,czy tom 1 i 2 Dziennika H.Franka) .
Od 15 mieliśmy oglądać w muz narodowym wystawę Hokusaia ( w dzień jego urodzin wstęp tylko 5 zyli) jednak ku mojej chwilowej konsternacji plany uległy spontanicznej modyfikacji ....
Niestety ciąg dalszy musze z powodu cięć internetowych dopisać póżniej wspomnę tylko że odwiedziliśmy Camino(?) na stolarskiej oraz Kontakt na szpitalnej ( zmaknięty chwilę przed 4 tą w nocy ) planowana domówka w teatrze pod psem na sarego okazała się - domówką widmem (drzwi nie otwarto, gospodarz zapewne nieobecny)