pierwszy raz od około dwóch tygodni ruszam gdzieś dalej niż sąsiednie osiedle, w dzień jest w miarę ciepło, wieczorny (po 23 ) powrót daje trochę w kość. Po 15 docieram w okolice Starego Portu (krakowska tawerna żeglarska) załatwić jeden drobiazg, dalej zwyczajowo odwiedzam artetekę - ultranowoteczną instytucję na ulicy Szujskich - gdzie można pożyczać płyty DVD z filmami/serialami/muzyką oraz komiksy z ogromnego zbioru - zwyczajowo oddaję pięć pozycji (Narcos - sezon trzeci, Vinyl (HBO) odcinki 6-10, Kompania Braci, komiksy "Dzienniki rosyjskie" - Igorta właściwie bardziej reportaż graficzny niż komiks, Stara gwardia (popełniłem już krótką impresję / recenzję )...
nawet dość sprawnie choć trochę na siłę udaje się wynaleźć pięć nowych tytułów - zgodnie z rekomendacją pracownika z ostatniej wizyty sięgam po komiks Doom Patrol (wersję serialową zacząłem oglądać pewno ponad rok temu) .
Oczywiście po powrocie siedzę chwilę przy komputerze, ale po wyłączeniu tegoż czytam dość długo obszerny horror fantastyczny Dana Simmonsa który ktoś kiedyś zostawił w książko-dzielni - ma tytuł "Trupia otucha" wersja wydawnictwa mag ma 968 stron.
To trochę inna pozycja niż Hyperion i Letnia Noc poprzednie książki autora po które sięgałem lata temu , ostatnią jego publikacją którą próbowałem przeczytać ale odpadłem w trakcie był zresztą "Ilion".
obiecałem refleksję o tym co robić kiedy jak ja ma się nadmiar wolnego czasu i mało pomysłów na poza domowe aktywności - złożyło się tu ostatnio jednak parę czynników - chłodniejsze temperatury, przewlekłe przeziębienie i świąteczna przerwa i być może potrzeba regeneracji. Oraz niestety tradycyjne poluźnienie nielicznych znajomości.