dzień rozpoczęty sennością, kawą, kilkoma stronami "Solaris" Lema i grzebaniną przy aparacie (brak kabelka do podłączenia go do komputera delikatnie mówiąc bardzo mnie rozczarował) , wreszcie przejażdżka poza mieszkanie ratuje sytuację, zawiozłem kilka filmów (i tak są online) i książek do CHARITY SHOPU na ul Wielopole - planem było zaangażowanie T. współlokatora do przegrzebania tam kabelków i elektroniki, niestety zajrzał do środka może na minutę.
Przejeżdżając przez rynek wpadliśmy na kolegę Wojtka "Herkulesa" , jadącego na bezowocny skip na stary Kleparz (informacje z grupy internetowej nieaktualne po godzinie lub błędne) nabyłem za to tradycyjne wór paluszków prawie 0,5 kg za 2.5 ziko (ser cebula) obsługujący stoisko dziadek powinien zostać komikiem lub stand-uper'em.
Przejechaliśmy przez dworzec gdzie znajomi robią wolontariat w kieracie CARITASU.
Popołudniu znów ruszyłem na miasto, odwiedzając około 18 okręty na Salwatorze dalej zbyt wiele rożnych aktywności by pisać o nich teraz. Wracam chwilę przed północą.
ENGLISH
The day started with sleepiness, coffee, a few pages of Lem's "Solaris" and fiddling with my camera (lack of a cable to connect it to the computer is, to put it mildly, very disappointing) I took some movies (they are online anyway) and books to CHARITY SHOP on Wielopole street - the plan was to engage T. my roommate to dig through cables and electronics there, unfortunately he only looked inside for a minute.
While passing by the market we bumped into our friend Wojtek "Hercules" Going for fruitless skip to old Kleparz (information from internet group not up to date after an hour or wrong) I bought traditional bag of sticks almost 0.5kg for 2.5 ziko (cheese onion).
We went through the train station where friends are doing volunteer work for CARITAS.
In the afternoon I went to the city again, visiting about 18 ships on Salwator further too many different activities to write about them now. I come back a little before midnight.
Translated with www.DeepL.com/Translator (free version)