Rok 2016 2017 (i kawałek przyległego czasu ) był mocno imprezowym okresem w moim życiu , właściwie piłem piwo prawie że dzień w dzień, nie wspominam tego okresu zbyt dobrze z kilku różnych powodów, ale zdarzały się też sytuacje ciekawe / zabawne .
Tak było gdy włócząc się ze znajomkiem Krzysztofem nocną godziną w okolicy wawelu -wskazałem na stojące tam stare / wielkie drzewo gdzie błyszczało się coś odblaskowego (żółtego czy pomarańczowego?) coś jakby kurtka na ludzkiej postaci - zwiedziony późną porą stwierdziłem że to zapewne strażnik miejski z przyczyn trudnych do ustalenia czający się na łonie przyrody , Krzysztof obalił moją tezę , po weryfikacji spotkaliśmy lekko zakręconego człowieka ( którego imienia już nie pomnę ) któremu tak bardzo nudziło się na wieczorze kawalerskim kumpla, że postanowił pić browar w plenerze, dołączyliśmy do niego w tej aktywności
(zresztą przyplątały się jeszcze jedna dwie osoby ) z czasem nawet pokazał się patrol policji świecący po oczach latarkami , ale po wylegitymowaniu dali nam właściwie spokój .
Z nowo poznanym kolegą ruszyliśmy do jego apartamentów (taksówką za którą zapłaciliśmy wysupłanymi drobniakami ) bo mieszkał na jakichś totalnych obrzeżach Krakowa gdzie dotarciu późna pora nie sprzyjała - czy był to Kozłówek czy Kurdwanów już nie pomnę .
Tak czy inaczej od tej pory określaliśmy drzewo to zacne stojące za pomnikiem Światowida przy Wawelu - gadającym drzewem, niestety ostatnie zeszłotygodniowe ataki letnich burz ,sprawiły że nie udzieli już ono schronienia strudzonym nocnym markom .