Około 9;40 zaczynamy się zgadywać z drugim Wojtkiem w celu końcowego malowania (poprawek) goździkowych i jasnoniebieskich mebli paletowych na zewnętrznym podwórku Książko-dzielni / fundacji All Inn (Prądnicka 7 Kraków) inicjatywa tym razem wychodzi od niego, ale to dobrze bo ja sam już sprawę odkładam od miesiąca chyba. Po sporych porannych zawirowaniach (dzięki Ci o współlokatorze ! ) docieram jednak na miejsce i czekam na Zielonego Wojtka.
Następuje kolejna porąbana seria komplikacji kiedy okazuje się że puchy z farbą są zamknięte w pancernej szafce w biurze ( trudno powiedzieć czemu) , na odsiecz dociera Bogusia z kanapkami (trafiły mi się wszystkie bo W. nie jada mięsa :) )
w końcu lepiej lub gorzej uporaliśmy się z retuszem ławek - skoczyłem do WB na szybką kawę i grać w kampanię Cyberpunka Red na Azorach, także odwiedziłem dawnego landlorda Antoniego - zasiedziałem się u niego do około 23 pijąc dwie herbaty i rozmawiając ....
Co do Cyberpunka to złapanie toku kampanii po nieobecności na piątkowej sesji nie poszło całkiem sprawnie ( kolega grającego SOLOsa dołączył zaś w ogóle pierwszy raz ) generalnie 4 ta sesja kampanii to już wejście do leża smoka (a właściwie do dawnego kompleksu medycznego opuszczonego przez Militech corp. opanowanego przez cybergang "Szablozębnych" ) zrobiliśmy to niestety ciut na wariata - ciut improwizując ( @((&@$(& oblane testy na skradanie) nie będę tu zresztą streszczał środkowego scenariusza kampanii - choć nie rozumiem całości drużyny strzelającej do opancerzonego minibossa z amunicji pistoletowej (SOLOS używający fiolki z trucizną blokujący zbiornik nanobotów/toksyn jest tu chlubnym wyjątkiem) na szczęście udało się go zdjąć (karabin szturmowy, używany zamiennie z pistoletem mojej postaci ma większy próg trudności przy strzelaniu z bliska - ale 5k6 obrażeń już coś robiło szczególnie przy krytykach losowanych fartownie - kiedy wypadały min. dwie szóstki ) tak czy inaczej po trzech sesjach dreptania do celu - uwięzionej zakładniczki żony szefa pomniejszej korporacji Gimtech - akcja nabiera rozpędu (co nie jest specjalnie wesołe/bezpieczne w naszym drużynowym wykonaniu) ....
Dalej z Azorów potoczyłem się rowerem pod pocztę główną celem kolejnych spotkań towarzyskich - niestety było tu tym razem więcej dram telenowel i zamieszania niż sympatycznego towarzystwa - wróciliśmy nocnym z dworca o 1szej - ja wysiadający pod blokiem - przy okazji irytując ciulowego kierowcę czepiającego się ustawienia roweru opartego bezpiecznie przy bile-tomacie...