Choróbsko mnie rozkłada - pożeram spore ilości czosnku i łykam rutinoscorbin, mam nadzieję, że za kilka dni się poprawi, wraca więc nawyk grania na kompie (Rimworld , World of Tanks, Rebel inc. )
Konieczność oddania do arteteki (lub prolongaty) komiksu i serialu motywuje mnie do dokończenia rzeczy, które też mam tam pożyczone, żeby zrobić to hurtem.
Wczoraj obejrzałem ostatnie trzy odcinki drugiego sezonu Narcos
R.I.P. Pablo Escobar you bastard....
(ciekawostka Valeria Valez czy też włąściwie jak się w rzeczywistości nazywa Virginia Vallejo wcale nie została zamordowana przez Los Pepes , obecnie ma 72 lata i nawet próbowała się procesować o detale/kontekst umieszczenia jej w serailu Netflixa :D
https://en.wikipedia.org/wiki/Virginia_Vallejo
zaś syn Escobara miał około 17 lat w dniu jego śmierci i wcale nie był pulchnym szczylem jak pokazano go w Narcos - napisał później nawet książkę o swoim ojcu
Dziś planuję skończyć komiks
tom pierwszy przeczytałem w empiku lata temu, ale całość fabuły broni się doskonale.
Mam nadzieję, że jutro uda się też do-oglądać pierwszy film Jima Jarmusha (Nieustające Wakacje).
Co do komiksu to jest on ciężki w klimacie (niczym oglądanie starego filmu "Harry Angel") ale faktycznie zacny. Mimo to chętniej poczytałbym dalsze tomy Gideon Falls lub równoległy cykl z serii, jakoś jest tam łatwiej kibicować w gruncie pozytywnym protagonistom, których w Black Monday M. raczej trudno odnaleźć (detektyw jest co najwyżej bardzo szary moralnie) ...
Większej recenzji raczej nie popełnię, zaraz zaś i tak spróbuję potoczyć się na prądnicką do bazy All Inn.
No i kupić cytryny....