Uwielbiam dni takie jak dziś (a w zasadzie już wczoraj), kiedy liczba ludzi w Królestwie Bez Kresu przekracza 20 i trudno pomieścić się w szafie, więc trzeba rozlać się po lokalu. W każdym kącie ktoś siedzi i rozmawia, albo gra w gry (albo jedno i drugie). Wtedy najbardziej KBK żyje. Jest klimat jak na najlepszych imprezach, podczas których poznaje się sporo nowych osób. Tak też było 11 listopada po zakończeniu koncertu. Mam nadzieję, że w przyszłym roku uda się to powtórzyć.
PS. Powyżej jedyne dłuższe nagranie z koncertu. Występują: ,
,
,
,
,
,
,
,
i prawie
(za kamerą).