Zasiedziałem się wczoraj w KBK. Wszystko przez eksperyment z łuską kakaową. Uświadomiłem sobie, że jej mielenie jest zupełnie bez sensu i trzeba ją gotować w całości, dzięki czemu łatwo potem przelać wywar przez sito. Postanowiłem sprawdzić to w praktyce. Odpaliłem płytę indukcyjną, zagotowałem wodę, wrzuciłem łuskę. Odczekałem kilkanaście minut. Efekt niestety wciąż smakował jak kakao dla ubogich.
I tu włączył mi się tryb eksperymentatora. A gdyby tak... zaparzyć na takiej kakaowej bazie yerba mate? Mamy na stanie ponad kilogram. Nikt tego nie pije. Można wykorzystać.
Zaparzyłem. Efekt dość dziwny, ale lepszy niż sama yerba mate. Przynajmniej dla mnie. Z racji ciemnobrązowego koloru nazwałem to roboczo Bris Colą.
I nagle północ zamieniła się w drugą. Odpaliłem Ewolucję zaufania. Pół godziny nie moje (ale warto było). Pokrzątałem się jeszcze po KBK. W domu byłem po trzeciej. Napisałem post o konkursie. No i zrobiła się piąta. Przed szóstą poszedłem spać.
Wstałem w południe. Niezbyt wyspany, ale cóż...
Od 16.00 dyżur w KBK. Ruch dość spory. Ostatni dzień zapustów. Jutro Wielki Post. Było więc sporo Briszkota, sporo rozmów, a nawet stream, który był tak spontaniczny, że ostatecznie postanowiliśmy go usunąć.
Sama Bris Cola nie stała się hitem. Posmakowała tylko Weronice i 'owi. Dobre i to. Jeszcze się taki nie narodził, co by wszystkim dogodził.
A propos kakao. Inti z Wenezueli odpisała mi. Niestety mają tam jakieś święta karnawałowe i wciąż czeka na informacje. No i szuka najlepszej opcji transportu. Te, które znalazła do tej pory są dość drogie...