Zbliża się 16.00. Przychodzę do KBK. Otwieram drzwi. Światło się "pali". Oho! Znowu coś się dzieje. W głównej sali okna otwarte. Ktoś przynajmniej pomyślał, by zasłonić je foliami. Co nie zmienia faktu, że jest zimno. Takie są odwieczne prawa natury. Jest zima to jest też zimno. Zwłaszcza przy otwartym oknie.
Wchodzę do szafy. Jakiś gość maluje. Co maluje? Oczywiście okna! Tak jakby nie dało się tego zrobić wcześniej. Nie komentuję. Wychodzę do głównej sali. Raz, dwa, trzy - szlag mnie trafi.
Najlepsze w tym wszystkim jest to, że kilka dni temu przyszło jakieś dziwne pismo z ZBK-u. Potwierdzenie sald księgowych. A tam kwota: 35,58 zł. Jako, że wszystko płaci zgodnie z tym co jest na fakturach, to trochę mnie to zdziwiło. Dzwonię więc dopytać o co chodzi. Odbiera pani. W tle słychać świąteczne piosenki.
-To proszę pana, są odsetki za nieterminowe wpłaty.
-No dobrze, faktycznie kilka faktur zapłaciliśmy z opóźnieniem, ale nie z naszej winy. Pisałem nawet pismo do ZBK-u, że nie otrzymujemy faktur i po mojej interwencji przysłali zaległe faktury.
-Brak faktury nie zwalnia pana z zapłacenia za nią. Można się odwoływać, ale wątpię by to coś dało - słyszę w słuchawce.
No typowe. Ja nie mogę się spóźnić z zapłatą z powodu braku faktury, natomiast ZBK spokojnie może się spóźnić z powiadomieniem mnie o remoncie. A w zasadzie to nie tyle spóźnić, co w ogóle mnie o tym fakcie nie poinformować. Pisałem o tym już zresztą w połowie listopada. Sęk w tym, że minął blisko miesiąc, prace wciąż trwają a korzystanie z lokalu jest permanentnie utrudnione. Nie da się nic zaplanować, bo ekipa po prostu odkręca płyty OSB i działa. A najgorsze jest to, że nic nie mogę zrobić. No bo co? Domagać się rekompensaty, obniżenia czynszu? W biurokratycznym starciu z urzędem nie mam szans. Nawet umorzenie 35 zł odsetek (ponoć) jest niemożliwe. Oni mogą wszystko, ja nie mogę nic. Życie. Jedyna szansa to realizacja planu 10-letniego i zakup lokalu. Nie wynajem. Poczekamy, zobaczymy. Zostało jeszcze 9 lat...