Świat jest coraz bardziej cyfrowy. Gdy ostatnio na ulicy Łobzowskiej w Krakowie ktoś wyrzucił kilka kartonów książek to mało kto się nimi zainteresował. Po co komu książki skoro wszystko i tak jest w Internecie? Papier oczywiście nie zniknie. Spora część ludzkości wciąż lubi książki, choćby jako przedmioty, które dobrze wyglądają na półkach. Niemniej coraz częściej publikując swoją twórczość (w różnej postaci) ograniczamy się tylko do cyfrowej postaci. Nie wywołujemy zdjęć. Nie piszemy listów. Nie tłoczymy płyt z muzyką. Ostatecznie i tak wszystko znajdziemy na Facebooku, Spotify, Steamie...
Do czasu.
Kto miał Facebooka pięć lat temu, ten z pewnością natknął się na jakąś pastę Karola Mrozińskiego. Najpopularniejsza to chyba ta o galerii sztuki nowoczesnej, w której pies zrobił kupę i została odebrana jako eksponat. Posty Mrozińskiego wrzucane na prywatne konto były lajkowane przez tysiące użytkowników FB. Ilość udostępnień była nawet większa. Popularność tych past była tak duża, że wydano nawet książkę pt. "Razzmatazz". Sam ją kupiłem. Zawsze skutecznie poprawia mi humor.
A potem z dnia na dzień Karol Mroziński zniknął.
Konto na Twitterze usunięte. Konto na Facebooku usunięte. A wraz z nim setki past. W tym moja ulubiona o lwie w zoo, który chciał nagrać płytę. Do dziś szukam jej po Internecie i nie mogę znaleźć. Ponoć w Sieci nic nie ginie. A jednak...
Ostała się tylko książka.