Trafiłem dziś na filmik zmontowany tuż przed otwarciem Królestwa Bez Kresu w Rzeszowie. Tytuł: "Jak dojść do KBK?" Treść już nieaktualna, bo w czerwcu ewakuowaliśmy się do Krakowa. Moją uwagę przykuł jednak podkład muzyczny - szkic, o którym zapomniałem, który jest gdzieś na starym komputerze i którego nigdy nie dokończyłem...
Zacząłem się zastanawiać dlaczego tak się stało i jak bumerang wróciła do mnie stara refleksja, że gdybym miał żyć z muzyki, to... już dawno bym nie żył.
Życie to trudna sztuka wyborów. Wolność ekonomiczna rzadko idzie w parze z wolnością twórczą. I nawet jeśli komuś udaje się żyć z tego, co kocha, to zwykle obarczone jest to jakimiś skutkami ubocznymi.
Od 5 lat głównym projektem, któremu poświęcam swój czas jest Królestwo Bez Kresu. I przez pewien czas udawało się łączyć to z nagrywaniem płyt. Vide: 2016 rok ("Ciepły oddech" i "Soviet City OST"). W pewnym momencie jednak skończyły się oszczędności i muzyka poszła w kąt. C'est la vie.
I tu wracamy do tytułowego pytania. Cóż, pieniądze mogą dać szczęście. Ale tylko temu, kto wie po co żyje. Wówczas mogą skutecznie odciążyć od różnych pierdół i pozwalają skupić się na rzeczach najistotniejszych. A jeśli się ich nie ma wystarczająco, no to już trzeba samemu ogarniać rzeczy, które za pieniądze mogliby zrobić inni. Ot, wieczorna refleksja.
PS. Tak, tak, jedną z tych "pierdół" pożerających czas jest ogarnianie finansowania KBK. Zrzutka na remont trwa ;)