Rano przeczytałem, że zmarł Ennio Morricone.
Wieczorem odbyły się debaty prezydenckie.
I można by odnieść wrażenie, że Polska jest podzielona, że dominują dwa obozy, których nic praktycznie nie łączy. Do tego stopnia, że nawet debaty zrobili oddzielne. Każdy kandydat miał swoją.
Potem jednak przypomniałem sobie jak wygląda dzisiaj mój FB. Ludzie o kompletnie różnych poglądach wrzucają kawałki Morricone'a. Nie tylko zresztą z Polski. I tu nasuwa się jeden wniosek - że prawdziwa sztuka ucieka podziałom. Jest ponad tym. Ponad polityką, ponad rasami, ponad czasem. Ot, kropla optymizmu na upalny wieczór...