"Forresta Gumpa" pierwszy raz przeczytałem jakieś 20 lat temu. Była to wówczas jedna z nielicznych książek, której adaptację filmową uważałem za równie dobrą, co samą powieść. Czy lepszą, to już kwestia sporna. Zwłaszcza, że film i książka różnią się od siebie. Inna jest wymowa, inne są wątki fabularne. Część oczywiście się pokrywa, ale nie wszystko.
Do książki wróciłem po blisko dwóch dekadach. Zaproponowałem ją na jako lekturę na "Book club". No i to był dobry wybór. Przynajmniej ja bawiłem się świetnie. Wciąż też trudno jest mi wydać werdykt co jest lepsze - adaptacja czy oryginał. Film jest bardziej poetycki, książka bardziej gorzka w wymowie. Końcówki są inne. Początki też, co zauważył . Film zaczyna się od stwierdzenia, że życie jest jak pudełko czekolady. Książka przeciwnie: "Powiem wam jedno: bycie idiotem to nie pudełko czekoladek". Przynajmniej tak jest w moim przekładzie.
Forrest Gump jest jedną z tych powieści, których przekłady mogą bardzo się od siebie różnić. Wszystko za sprawą specyficznego języka. Gump popełnia sporo błędów. Nie mówi orangutan tylko orangutang lub orangut. Czasem kwestia kreatywnego tłumaczenia nie ogranicza się do pojedynczych słów. Przykładem jest wrestlingowy epizod Forresta. W jednym tłumaczeniu ma on pseudonim "Pajac" i ma czapkę z dzwoneczkami, w drugim jest "Osłem" i ma czapkę z uszami.
Samą książkę odczytuję jako mocną satyrę na amerykańskie społeczeństwo. Odnajdziemy w niej mocną krytykę wojny w Wietnamie, ale również takich zjawisk jak wspomniany wrestling. W przeciwieństwie do filmu nie spowoduje ona żadnych wzruszeń wzruszeń. Wiele razy jednak można się głośno zaśmiać (lepiej nie czytać w autobusie/tramwaju). A przynajmniej uśmiechnąć. Polecam na podły humor (i nie tylko).
PS. Odradzam tylko audiobook w interpretacji Krzysztofa Globisza. Nie da się tego słuchać.