Wiele razy spotkałem się z opinią, że nie ma wolności bez posiadania - że tylko ludzie majętni mogą być prawdziwie wolni i niezależni. Zwykle są to poglądy wszelkiej maści kołczów, ale nie tylko. I faktycznie majętność znacznie pomaga w realizacji różnych planów bez konieczności oglądania się na innych. Nie jest jednak gwarancją wolności. Czasem, wręcz przeciwnie - może być łańcuchem.
Do takiego wniosku doszedłem słuchając ostatnio o zajęciu Besarabii w 1940 roku. Kraina ta w dwudziestoleciu międzywojennym była w granicach Rumunii. Wcześniej jednak była częścią Imperium Rosyjskiego, a jak wiadomo Rosjanie nie zapominają o terenach, na których już panowali. W czerwcu 1940, po klęsce Francji, Stalin dał Rumunii ultimatum, które ta przyjęła. Ewakuacja rumuńskiej administracji trwała niespełna tydzień. Na początku lipca do Besarabii weszli Sowieci z NKWD na czele. Ci, którzy zostali nie mieli później łatwego życia.
Co zrobiłbym ja? Wiedząc o sowieckiej praktyce pewno przeniósłbym się do Rumunii. O ile... nie miałbym własnej ziemi. I tu wracamy do wcześniejszej refleksji. Niestety majętność czasem jest łańcuchem. Podczas wojennej zawieruchy o wiele łatwiej ruszyć w świat komuś, kto nie ma własnego domu. No bo jeśli pracowało się na coś całe życie (lub kilka żyć w przypadku majątków budowanych przez pokolenia), to trudno to zostawić nawet w obliczu zbliżającej się Armii Czerwonej.
Tymczasem minęło 80 lat. Świat się zmienił, ale równocześnie pozostał taki sam. Z jednej strony globalizacja postępuje, dostęp do informacji (i dezinformacji) jest powszechny, w Europie Środkowej jest spokojnie i o wojnie poważnie myślą tylko geopolitycy i prepersi. Z drugiej jednak strony wojna jako środek osiągania politycznych celów wciąż jest w użyciu. Hasło "nigdy więcej wojny" to tylko życzenie. Ona wciąż trwa w różnych częściach świata. Nie można też wykluczyć otwartego starcia mocarstw. I znów możemy stanąć przed dylematami naszych dziadków czy pradziadków. Tylko to już będą zupełnie inne wybory. Cóż, świat się zmienił. Z jednej strony trudno organizować partyzantkę przy postępie technologicznym jaki mamy. Z drugiej swoje oszczędności możemy przewieźć przez granicę jako ciąg znaków na kartce papieru (jeszcze jeden argument za tym, by BTC nie upadł). Ot paradoks - majątek zapisany w łańcuchu bloków przestaje być łańcuchem...