Bitcoinem zainteresowałem się w 2016 roku. Kosztował wówczas jakieś 1500 zł. Założyłem sobie portfel i nic więcej nie zrobiłem. Przypomniałem sobie o nim rok później jak zbliżał się do 10K zł. Wówczas uznałem, że nie ma co inwestować w BTC, skoro już tak urósł. Trzeba kupić Liska. Liski są fajne i mają długie ogony. Kupiłem po 10 zł i zaraz potem spadł do 6 zł. Kilka miesięcy później zaczął rosnąć, więc od razu sprzedałem jak doszedł do 10 zł. Ale Lisk rósł dalej i osiągnął poziom 40 zł. Potem spadł. Kupiłem po 25 zł i sprzedałem na poziomie 100 zł. Po drodze był też POWR, DMT, Hacken, Musicoin i inne shitcoiny, które miały podbić świat. POWRem płaci się za energię elektryczną, DMT za itemy do gier, Hackenem za usługi białych hakerów, Musicoinem... - tym akurat nie płaci się za nic. Można natomiast tipować nim muzyków w aplikacji. Cóż, może dlatego jego obecna cena to 0$. Lisk natomiast był (i wciąż jest) jedynie obietnicą płatności w aplikacjach. W końcu więc przyszedł ten dzień, gdy zrozumiałem, że te altcoiny mają jedynie wartość spekulacyjną i wymieniłem wszystko na BTC.
Oczywiście wartość BTC też jest spekulacyjna. Niemniej stał się on użytecznym instrumentem finansowym. Jeśli chcesz szybko i tanio przesłać pieniądze zagranicę, to nie ma lepszego sposobu. Zwłaszcza do krajów takich jak Wenezuela, gdzie rząd kontroluje konta bankowe i przelicza przychodzące dolary po niekorzystnym kursie.
Od 2 lat jedynym altcoinem, którego śledzę jest HIVE (wcześniej STEEM). Co prawda jego ekonomia sprawia wrażenie piramidy - ludzie chcą go mieć, bo jak go mają, to więcej zarabiają z kuracji. Z drugiej jednak strony Hive Power daje poczucie władzy, a to akurat rzecz bezcenna. Jest więc jakakolwiek niespekulacyjna podstawa do tego, aby token miał wartość.
Przedwczoraj minęło 5 miesięcy działania krakowskiego Królestwa Bez Kresu (). W nowym lokalu, w nowym mieście i w nowej formule, która wykorzystuje własny token. Co prawda jest on scentralizowany. Nigdy jednak nie ukrywałem bezpośredniej inspiracji Hivem. Spory wkład w rozwój koncepcji miały też wszystkie wcześniejsze przygody kryptowalutowe. Uświadomiły mi one, że największe powodzenie mają projekty, których tokeny mają pokrycie w towarach lub usługach oferowanych przez samego emitenta. Oczywiście im większy na nie popyt, tym lepiej...
Po ostatnich rozkminach nad wnioskiem, który pisałem do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, coraz częściej nachodzi mnie myśl, by uwolnić rycara i stworzyć "płynny" token. Oczywiście depozyty wciąż by pozostały jako swoisty Rycar Power (dla wielu jest to zresztą wygodna formuła), byłaby jednak możliwość wypłacenie rycarów z depozytu i przelania ich na jakiś portfel kryptowalutowy (ERC-20 albo HE). Ale to raczej pieśń przyszłości. Na razie są inne problemy do przezwyciężenia...