Trafiłem dziś na relację z Kijowa. W roli reportera, mój stary znajomy z Koła Naukowego Historyków UJ - Jakub Maciejewski. Dawno nie miałem z nim kontaktu. Swego czasu sporo współpracowaliśmy. Organizował m.in. koncerty Towarzystwa Michała Archanioła. W odmętach Internetu zachowała się nawet entuzjastyczna relacja jego autorstwa napisana po jednym z występów. Pamiętam jak z lubością zgromadzeni powtarzali słowa refrenu jednej z pieśni - "Za Bug! Za Bug!" Dla Jakuba słowa te spełniły się kilka dni temu. Pojechał jako korespondent do Kijowa skąd nadaje na bieżąco o sytuacji w mieście. Relacje te nasączone są - jak zwykle w jego przypadku - niepoprawnym romantyzmem. Nic się nie zmienił. Ideowy constans.
Ale nie to zwróciło moją uwagę najbardziej w tym materiale. To, że minęło 12 lat i oglądam relacje Jakuba z oblężonego Kijowa to mnie w ogóle nie dziwi. Wręcz przeciwnie - jest to spójne i konsekwentne. Diagnozy odnośnie Rosji stawiane przez nas w 2010 roku okazały się celne. O wiele bardziej zaskoczyła mnie prowadząca, Aleksandra Jakubowska, która na zakończenie powiedziała: "Polacy już na Kremlu byli, więc wszystko przed Tobą".
Dla pewności sprawdziłem, czy to ta sama osoba, którą kojarzyłem z telewizji lat 90-tych i tzw. afery Rywina. Okazuje się, że tak. Oto "Lwica lewicy", czołowa postać SLD przełomu wieków, pracuje dziś w mediach braci Karnowskich. No i cóż, ja rozumiem, że kobieta zmienną jest, ale żeby aż tak...? Hmmm... może to nie ludzie się zmieniają, tylko definicja "lewicy"? Jedno jest pewne: świat nie jest stały. Dwie dekady potrafią wywrócić go do góry nogami.