Makówki - smakołyk, dla której warto było urodzić się Ślązakiem. Bez nich nie ma Świąt Bożego Narodzenia. Jest to również moja ulubiona potrawa wigilijna. Moim zdaniem wyśmienita, choć może mieć skrajnie różne właściwości.
Raz zrobiłem ją na Łotwie. Poczęstowałem Vecmamę (łot. babcię) i chłopaków, z którymi mieszkałem. Babcia zrobiła się senna. Chłopcy zaczęli skakać i nie chcieli zasnąć. Oczywiście wszystkim smakowało. Trudno bowiem, by makówki komuś nie smakowały...
Powstaje zatem pytanie: czy trudno je zrobić? Odpowiedź brzmi: bynajmniej. Wymagają tylko nieco cierpliwości.
Potrzebne będą:
zmielony mak (200 gram)
woda
mleko
miód
bakalie
KROK 1: Zagotuj niewielką ilość wody i wsyp zmielony mak. Wody nie powinno być zbyt dużo. Podczas gotowania zresztą można jej dolewać (w sytuacji gdyby mak zaczął przywierać do garnka). Ile maku? 200 gram powinno wystarczyć na miskę makówek.
Mak gotujemy przez pół godziny. Co chwilę trzeba go przemieszać. Równocześnie można przygotować orzechy.
Można też dodać rodzynki. Ja ich jednak nie lubię, więc nie dodaję.
KROK 2: Po półgodzinnym gotowaniu zmielonego maku należy dodać mleko, miód i bakalie. W mojej rodzinie mleko zawsze dolewa się je "na wyczucie", tak by masa nie była za rzadka, ani za gęsta. Choć z dwojga złego lepiej za gęsta, bo gotowe makówki jeśli są za suche to zawsze można je polać mlekiem. Trudniej natomiast mleko odsączyć.
KROK 3: Dno miski wykładamy pokrojoną struclą (chałką).
KROK 4: Wastwę strucli pokrywamy masą makową. Na to kładziemy kolejną warstwę strucli i znów mak.
I tyle. Makówki są gotowe. Można je jeszcze posypać po górze bakaliami i przyozdobić.
PS. Jeśli makówki są za suche/za mało słodkie można to zmienić polewając je mlekiem/słodzonym mlekiem.