Dokładnie miesiąc temu, 14 czerwca, przeprowadziliśmy w pierwsze konwersacyjne lekcje polsko-ukraińskie. Nie wiem co się stało, ale zagięły one czas. Odnoszę bowiem wrażenie jakby minął rok, lub co najmniej kwartał, a nie 30 dni. Podejrzewam, że może być to efekt dwóch czynników: 1) nadmiaru rzeczy do ogarnięcia i 2) poznawania wielu osób w krótkim czasie. W efekcie w jednym miesiącu kondensuje się ilość doświadczeń w "normalnych warunkach" odpowiadająca znacznie dłuższemu okresowi czasu. Tak to sobie przynajmniej tłumaczę.
Tak czy owak miesiąc lekcji minął i dobrze byłoby zastanowić się co dalej. Dwie rzeczy są pewne: 1) warto to kontynuować, bo jest to jedno z najbardziej sensownych działań, jakie można było zrobić w KBK, 2) muszę znaleźć nowe osoby mówiące po polsku i ograniczyć swój udział o co najmniej połowę. W ostatnim miesiącu miałem ponad 20 lekcji, co daje ponad 40 godzin. Niby niewiele, ale wszyscy stwierdzają, że po 2 blokach (każdy po 2 godziny) paruje im mózg, mi tymczasem zdarzało się rozmawiać 3 bloki z rzędu. Nigdy tego nie planowałem, ale kilka razy trzeba było kogoś zastąpić. Cóż, traktuję to bardzo poważnie, mimo iż to tylko wolontariat.
Najlepiej oczywiście rozmawia się w parach. Cztery osoby (3+1) to maximum. Optymalnie jest ustalać limit na 2 osoby, bo niestety nie wszyscy traktują serio swoje zapisy i zdarza się, że kto się nie pojawi (zwłaszcza dotyczy to osób, które jeszcze nigdy nie były na zajęciach). Wtedy druga osoba zwykle ratuje sytuację. W samym KBK wciąż jeszcze jest miejsce do powiększenia grona uczestników. Tygodniowo spokojnie możemy przeprowadzić 45 konwersacji (bez większego kombinowania), czyli o połowę więcej względem tego, co jest.
Ogólnie zainteresowanie jest dość duże. Co prawda nie tak duże jak się wydawało, bo deklaracje deklaracjami, a życie życiem. To, że przyszło 300 zgłoszeń, nie oznacza, że 300 osób będzie przychodziło na zajęcia. Niemniej nawet 10% to jest całkiem sporo, zwłaszcza, że zajęcia powinny odbywać się regularnie (raz w tygodniu to minimum). Miejsca zapełniają się dość szybko, zwłaszcza jeśli wysyłam mail z przypomnieniem. Nic zresztą dziwnego, bo na tak dużą grupę Ukraińców, którzy znaleźli się w Krakowie, możliwości uczenia się polskiego jest stosunkowo niewiele, a nasze zajęcia to kropla w morzu potrzeb.
Warto tu wskazać jeszcze jeden aspekt lekcji (poza poznaniem języka i siebie nawzajem), a mianowicie wymiar fundraisingowy. To miedzy innymi dzięki postom o lekcjach udało się zebrać na 400 HBD, za które w ostatnich dwóch dniach kupiłem to, czego najbardziej brakuje: leki i sprzęt medyczny. 24 lipca wyślemy to do Charkowa.
Opracowana przeze mnie formuła (konwersacje na podstawie zdjęć) nie wymaga praktycznie żadnego nakładu finansowego. Teoretycznie każdy może ją wdrożyć na własną rękę. I choć KBK wzięło na siebie całą logistykę, to ogromne podziękowania należą się tym, którzy zaangażowali się w prowadzenie zajęć: Adze (), Marcinowi (
), Fabianowi (
), Edwinowi (
), Pawłowi (
), Edycie (
), Justynie (
), Kamilowi (
), Weronice (
), Grześkowi (
), Krzyśkowi (
), Kamilowi (
), Jagodzie, Piotrowi i Krzyśkowi vel Rycerzowi. Podziękowania należą się również Ani (
), która zajęła się tłumaczeniem wszystkich formularzy, informacji i wiadomości na ukraiński oraz rosyjski, co pozwoliło uniknąć "poduszkowca pełnego węgorzy".
Kolejny miesiąc powinien być z górki. Zwłaszcza, że nie trzeba opracowywać nowego systemu i dobrze już wiem co działa, a co nie. Tak jak już wspomniałem, zasadniczą kwestią jest znalezienie nowych ludzi, żeby się nie wypalić (pomimo dużej satysfakcji). Obecnie na lekcje planuję przeznaczyć trzy dni: poniedziałek, wtorek i środę. Jak zacznie brakować miejsca, to wtedy przemyślę dodanie kolejnych terminów.