Od dwóch miesięcy prowadzimy w KBK lekcje polsko-ukraińskie. Zwykle mówię po polsku, starając się jak najwięcej przekazać moim rozmówcom. Nie silę się na mówienie po ukraińsku lub rosyjsku, niemniej z każdym tygodniem poszerzam swoją znajomość leksyki. Postanowiłem jednak nie poprzestawać na samych rozmowach i od czasu do czasu coś sobie odpalam na YouTube. Tak też przedwczoraj trafiłem na Viacheslava Zarutskiiego, a wczoraj na 1420.
Oba kanały pokazują jakieś spektrum rosyjskości. Zarutskii uciekł z Rosji i nie kryje swojej niechęci do państwa, w którym się urodził. Jasno też deklaruje, że nie ma zamiaru wracać i że prawdopodobnie zostanie już do końca życia zagranicą. 1420 to młodzi ludzie z Moskwy, którzy zamiast emigrować robią sondy uliczne. Przedstawiają w nich często inną Rosję - tę, która sprzeciwia się wojnie i nie zgadza się z polityką Putina. Oczywiście trzeba na to wziąć poprawkę. A nawet dwie. Pierwsza to skala i proporcje. Druga to geografia. Cóż, większość filmów jest kręcona w Moskwie, a Moskwa w porównaniu z resztą kraju to inny świat.
Tak czy owak dobrze jest czasem poszerzyć perspektywę. Oczywiście nie zmienia to mojej oceny sytuacji. Wciąż uważam, że pobicie Rosji leży w naszym żywotnym interesie i cieszy mnie każdy zniszczony rosyjski czołg. Staram się jednak myśleć racjonalnie i trzymać w karbach emocje. Uważam, że to prawdziwa plaga obecnych czasów (Internet potęguje efekt). Dla wielu osób emocje to jedyne paliwo do jakiegokolwiek społecznego działania. Z mojej perspektywy to jeden z większych problemów z jakimi muszą mierzyć się dzisiaj NGO-sy (bo najłatwiej zrobić coś kontrowersyjnego).
Rzecz jasna emocje mogą być różne, ale najsilniejsza jest nienawiść. Na niej najlepiej się zarabia. Najłatwiej ją nakarmić. A najlepsze jest to, że nie tylko haters gonna hate, bo zadeklarowani anti-haters robią dokładnie to samo. Lista tematów, na które ludzie (zwłaszcza w Internecie) nie potrafią ze sobą spokojnie rozmawiać wydłuża się w zastraszającym tempie. Oczywiście dominuje polityka wszelkich odcieni. Nic zresztą dziwnego, skoro wszystko jest dziś polityką...