Dużej części społeczeństwa blockchain kojarzy się wyłącznie ze spekulacją. Wszelkiej maści naganiacze odwalili kawał "dobrej roboty", aby tak właśnie było. Górę biorą nieracjonalne zachowania, a praktyczna użyteczność danych rozwiązań spychana jest na margines. Przykładem może być NFT, które łączone jest głównie z fanaberią w postaci obrazków, z którymi nic nie można zrobić. Mało kto zwraca uwagę na możliwości wykorzystania blockchainu do takich kwestii jak choćby potwierdzanie praw.
Na powyższym zdjęciu widzimy jak Kamil () sprzedaje okulary Lorenzowi (
) za 50 euro. Sęk w tym, że są to okulary, które w KBK zostawił Wojtek (
)...
Do sytuacji nie doszłoby, gdyby okulary miały swoje NFT. Wówczas gdzieś z boku byłby wklejony kod QR, Lorenzo mógłby go zeskanować i dowiedzieć się, że Kamil nie jest ich właścicielem. I o ile w przypadku tanich okularów nikt raczej nie będzie się bawił w mintowanie tokenów, o tyle inaczej sytuacja może wyglądać jeśli chodzi o dzieła sztuki.
Już kiedyś wspominałem o portrecie Z. Heberta, który jest w KBK. Ktoś go kiedyś kupił, ale nigdy go nie odebrał. W zasadzie można byłoby go sprzedać drugi raz. Byłoby to jednak niemożliwe lub przynajmniej bardzo utrudnione, gdyby obraz miał swoje NFT potwierdzające prawo do jego posiadania. Wówczas potencjalny nowy nabywca mógłby się zorientować, że płótno należy do kogoś innego. Scam zostałby wykryty. I cóż, mam nadzieję, że w przyszłości takie spojrzenie na NFT wyprze wszelkiego rodzaju małpy i pixelowe punki...