Od blisko tygodnia korzystam z serwisu Noise.cash. Wspominałem o nim zresztą w artykule pt. Poszukiwanie innych światów. Od publikacji minęło kilka dni i refleksji przybyło. Nie tylko na temat Noise.cash, ale może przede wszystkim platform blockchainowych wynagradzających użytkowników za publikowanie postów.
Najpierw jednak kilka słów o samym serwisie. Przypomina nieco Twittera. Pozwala na wrzucanie krótkich tekstów i zdjęć. Każdy wpis można wynagrodzić "tipem". Otrzymuje się je losowo, co pewien czas, w małych ilościach. Jak na obrazku poniżej.
Warto dodać, że system założył również coś w rodzaju nagrody kuratorskiej. Otóż, rozdając napiwki sami ustalamy, ile % puli ma otrzymać autor, a ile chcemy zatrzymać dla siebie. Możemy poruszać się w przedziale 20-80%. Oczywiście maksymalistów (biorących 80%) jest zapewne dużo więcej niż minimalistów (zatrzymujących 20%). Ogólnie platforma przypomina nieco Steema w okolicach ATH. Użytkownicy rozdają grosiki i zalewają serwis shitpostami licząc, że coś im skapnie. Zasadniczą różnicą jest tylko to, że nie ma wielorybów, a plankton ma do dyspozycji może jakieś pół dolara na dzień.
Początkowo myślałem, że to jakaś chora gra grubych ryb posiadających Bitcoin Cash (bo to w tej kryptowalucie jesteśmy wynagradzani) i czerpiących osobliwą satysfakcję z obserwowania jak mieszkańcy Trzeciego Świata gimnastykują się, aby dostać 2 centy. Szybko jednak zrozumiałem, że chodzi o coś innego. Spojrzałem na wykresy BCH i okazało się, że w momencie uruchomienia platformy liczba transakcji mocno zaczęła rosnąć, doganiając Bitcoina. Nie wiem jakie to ma przełożenie na rynek, ale może jakieś ma... Nie jest to zatem gra. Raczej kalkulacja.
Z serwisami, które wynagradzają użytkowników kryptowalutą, jest trochę jak z kopaniem Bitcoina, które jest procesem marnujących w cholerę energii. Podobnie tutaj - tysiące osób tracą czas na robienie rzeczy, które kompletnie nie mają wartości i sensu. No i ok, część dostaje za to nagrodę, ale ich czas i energię można by jakoś lepiej spożytkować. Już lepiej klikać w te captchy.
Spotkałem się z opinią, że na Noise.cashu nie ma sensu publikować wartościowego contentu, bo ludzie nastawieni są tylko na branie. Cóż, ja się z tym nie zgodzę. Uważam, że zawsze powinno się tworzyć jakąś wartość dodaną. Choćby i za darmo. A jeśli z tego tytułu coś skapnie, to tylko lepiej. Dlatego też zamiast wrzucać cokolwiek postanowiłem wrzucać coś konkretnego, co może się przydać. I tak od tygodnia informuję na tekstowym streamie KBK, co się dzieje na Biskupiej 18. Dzięki temu każdy może sprawdzić nie tylko czy Królestwo jest otwarte, ale również czy ktoś jest i o czym toczą się dyskusje. Założyłem, że eksperyment potrwa miesiąc (do końca lutego), ale kto wie. Pozostanie po nim dokładny opis działania KBK w dość specyficznym czasie. Dobry materiał do analizy i porównania za kilka lat.
Poza tym zacząłem szukać informacji, które mnie ostatnio interesują. W tym celu zlokalizowałem anglojęzycznych Wenezuelczyków i wypytałem o ziarno kakaowca. Obecnie czekam na dokładne informacje. Trafiłem też na Portugalczyka, dzięki któremu odkryłem Tainę. Polecam. Brzmi cudownie.
Cóż, wszędzie można trafić na coś ciekawego. Nie to jednak jest puentą niniejszego artykułu.
Przeglądając Noise.casha naszła mnie refleksja, że mało jest projektów, które oferują konkretne, mające jakąś wartość zadania. Wówczas ludzie nie traciliby czasu na wymyślanie shitpostów, tylko np. chodzili po swojej miejscowości, zbierali dane i archiwizowali je. Ale może to tylko moja naiwna wiara w to, że blockchain może służyć do robienia wielkich rzeczy...