Dawno nie byłem tak zmęczony. Trwa pandemia. Trwa remont. Jedno i drugie się przedłuża. Do tego dochodzi zmęczenie fizyczne, bo wczoraj wróciłem na Biskupią. Pomaga mi Janek. A w zasadzie ja pomagam Jankowi, bo to on zna się na remontach. Zakrywamy zabudową rury od wentylacji. Od rana do wieczora. Po 10 godzin. I choć efekty widać, to nie w takim stopniu, jakbyśmy tego oczekiwali. Byt, niebyt, planowanie - trzy wartości ontologiczne.
Przedłużający się w nieskończoność remont jest wyjątkowo deprymujący. W KBK kryzys jest normą od ponad roku. Najpierw musiałem zamknąć pokój zagadek, potem przyszło wypowiedzenie najmu, no i teraz ten remont. A po drodze walka z biurokratyczną głupotą. Wieczorem wracam więc po 10 godzinach spędzonych w KBK i nie mam już na nic siły. Ani na nagrywanie płyty, ani na wnikliwe śledzenie tego, co się dzieje na świecie. Może to i lepiej. Choć, co rusz się zapominam i wchodzę do sklepu po 10.00...