I znów życie wróciło do centrum Krakowa. Niestety powody są zupełnie inne niż można by oczekiwać. Nie jest to efekt zniesienia obostrzeń, tylko protestów. Ludzie tłumnie przychodzą demonstrować a potem zostają, a że w lokalu żadnym nie usiądą to włóczą się po mieście. Jeśli dodamy do tego patrole chroniące kościoły, to otrzymamy obraz miasta, które żyje. Przynajmniej pozornie.
Martwi mnie polaryzacja w społeczeństwie i wulgarność dyskursu, jakiej jeszcze nie było (przynajmniej nie wśród moich znajomych). Sam staram się trzymać dystans. Czekam na wybory w USA. Po 3 listopada wszystko będzie jasne i wtedy dopiero zacznie się "zabawa". Bo jeśli uznać za prawdziwą tezę, że globalne kryzysy ekonomiczne nigdy nie wybuchały przed wyborami w USA, to można się spodziewać, że najgorsze dopiero nadejdzie.
Czekam więc spokojnie w KBK i przy okazji planuję przyszłe działania, w tym czyszczenie muru Wizytek, który z nami graniczy. Dziś w nocy ktoś go pobazgrał. Uznałem, że z tego wandalizmu może wyjść coś dobrego i zaproponowałem siostrom zamalowanie wszystkich napisów, które na nim są. Lub wyczyszczenie jakimiś preparatami. Kwestia do uzgodnienia. Farby mamy sporo. Znajoma z Damaszku Europy zajmująca się konserwacją już zgłosiła gotowość przyjazdu do Krakowa. Czekam tylko na wiadomość od sióstr, które nie wychodząc poza mury klasztoru w ogóle nie wiedziały, że jakiekolwiek napisy tam są...