Wieczór spędziłem (jak zwykle) w KBK. Tłum demonstrantów na Placu Biskupim tak się zagęścił się, że zaczęło brakować miejsca. Nagle słyszę jak ktoś mówi za oknem po łotewsku:
– Patrz! Łotewska flaga.
Spoglądam za okno - a tam para. Odpowiadam więc po łotewsku:
– Cześć! Tak, to łotewska flaga.
– Czy jesteś Łotyszem? - pytają.
– Nie, Polakiem.
– A co to w ogóle za miejsce?
– Takie nieformalne centrum kultury.
Dziewczyna wyciąga z kurtki cukierki Laimy i próbuje mi podać przed otwarte górne okno uchylne.
– Może wejdziecie do środka?
– Czemu nie?
Vika i Mārtiņš pojechali dzisiaj o 4.00 na lotnisko w Rydze. Zeskanowali kody na biletach do Lwowa. Przeszli przez bramki. Do samolotu jednak nie wsiedli. W ostatniej chwili lot został odwołany. Była 5.00. Przebukowali je i spontanicznie postanowili polecieć do Krakowa. Stamtąd bliżej do Lwowa, gdzie (o ile dobrze zrozumiałem) Vika ma jakąś rodzinę. Granice jednak zostały zamknięte. Postanowili więc zostać w Krakowie do niedzieli. Poszli na manifestację. Zobaczyli w oknie łotewską flagę i przegadali z nami kilka godzin.
Putin łączy dziś ludzi. Jest w tym paradoks, ale i dziejowa logika. Wspólny wróg to zawsze solidne spoiwo (przynajmniej dopóki istnieje). A to, że Rosja stanowi zagrożenie jest oczywiste. Echem wracają słowa L. Kaczyńskiego: "Dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze państwa bałtyckie, a później może i czas na mój kraj – na Polskę." Słyszałem dziś opinię od kilku różnych osób, że Unia Europejska bardzo szybko mogłaby zakończyć tę wojnę. Wystarczy odciąć Rosję od SWIFT. Problem jest jednak taki, że nie wszyscy popierają ten pomysł, w tym Niemcy. "Jeszcze nie teraz" - mówi Scholz. Ciekaw jestem ile Ukraińców musi zginąć, by UE podjęła odpowiednie działanie...