Z demokracją jest trochę jak z tą radziecką fabryką samowarów. Składam te samowary po raz kolejny, a za każdym razem wychodzi kałasznikow. Na szczęście Królestwo Bez Kresu nie jest klasyczną demokracją, tylko dość specyficznym połączeniem monarchii, ustroju arystokratycznego i demokracji. Przyjęty system charakteryzuje się z jednej strony silną władzą wykonawczą, z drugiej jednak powszechną inicjatywą ustawodawczą. Każdy kto ma przynajmniej jeden głos, może zgłosić wniosek. "Przynajmniej jeden" bowiem w KBK ilość głosów zależy od ilości rycarów depozytowych (RCR), które otrzymuje się za zasługi (darowizna lub wolontariat). A zatem najwięcej do powiedzenia mają ci, którzy najwiecej przyczynili się do trwania i rozwoju Królestwa. Moim zdaniem jest to godne i sprawiedliwe.
Problem demokracji
Problem w tym, że nie każdy kto wspiera KBK chce się angażować w proces dezycyjny. Najlepszym przykładem jest ostatnie głosowanie nad projektem konstytucji. Wzięło w nim udział 22% uprawnionych osób, co dało 42% uprawnionych głosów. I mimo iż większość głosów była za projektem, to nie przeszeł on, bo potrzebna była połowa. Brakło niewiele, wiec wciąż jest szansa, że w kolejnym głosowaniu konstytucja zostanie uchwalona. Tej nadziei nie byłoby, gdyby każdy posiadał tylko 1 głos.
Większość zazwyczaj jest bierna. Oczywiście są wyjątki, ale niestety najczęściej związane są one z jakimiś skrajnymi sytuacjami lub ogromną polaryzacją. Potwierdzają to wyniki wyborów parlamentarnych. W 2005 frekwencja wyniosła 40,57%, ale też polaryzacja i temperatura politycznego sporu nie była zbyt duża. W 2019 zagłosowało 61,74%, czyli najwięcej po '89 roku. Czy należy się z tego cieszyć. Moim zdaniem nie. Bazą tak dużej frekwencji jest niechęć (lub nawet nienawiść). Ludzie głosują przeciw komuś/czemuś, a nie za kimś/czymś.
Demokracja przyszłości
Świat się zmienia. Cyfryzacja postępuje. To, co 20 lat temu było nie do pomyślenia, teraz jest rzeczywistością. Skoro więc możliwa okazała się powszechna edukacja zdalna, to dlaczego nie można by robić polityki w taki sposób. Dlaczego nie oddać procesu decyzyjnego ludziom?
Oczywiście od razu pojawia się problem, o którym pisałem powyżej, że większość osób w ogóle nie chce się angażować. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, by mogli komuś delegować swój głos (zapewne odpowiednikowi dzisiejszego posła). Blockchain gwarantował by uczciwość, równocześnie pozwalając na cofnięcie delegacji w każdej chwili. Oczywiście wymagałoby to zmiany obowiązujących zasad. Choćby tej, że wybory są tajne.
Przy okazji można byłoby zmienić również zasadę równości i dać ludziom dowolność płacenia podatku dochodowego, równocześnie uzależniając siłę ich głosu od jego wielkości. W tej sytuacji najwięcej do powiedzenia w państwie mieliby ludzie, którzy płacą najwięcej. Równocześnie osoby nie biorące udziału w wyborach mogłyby w ogóle nie płacić podatku dochodowego. Oczywiście wiązałoby się to z groźbą powstania jakiejś formy oligarchii (rządy wielorybów), ale czy byłoby to coś gorszego, od tego co mamy obecnie?
Szansa na zmianę
Blockchain jest szansą, ale nie wierzę w jakąkolwiek zmianę obecnego systemu. Tym ciekawszy wydaje się być eksperyment wdrażany w KBK łączący ze sobą różne ustroje. Oczywiście nie jest on idealny, ale mam nadzieję, że przyjęte w konstytucji rozwiązania (zwłaszcza możliwość delegacji części lub wszystkich głosów) sprawią, że system będzie działał sprawnie pokazując, że pośrednie rozwiązania (łączące różne ustroje) są nie tylko możliwe, ale również lepsze od tych najbardziej popularnych.