"To już koniec" - pomyślałem widząc listę nowych witnessów made in China i kliknąłem POWER DOWN. Sytuacja wyglądała źle. Najgorzej. Potwierdziły się moje obawy, że w starciu z kapitałem decentralizacja nie ma szans.
A może jednak ma...
Kolejne dni pokazały, że budowana przez lata społeczność zmobilizowała się i przywróciła starych witnessów. Obecnie pierwsza dziesiątka nie akceptuje reguł nowego właściciela Steemit Inc. Nie ukrywam, że nic mnie tak nie zbudowało odkąd jestem na Steemie. Nawet fork, po którym ewakuował się Haejin. Zatrzymałem więc zmniejszenie mocy i nie bez emocji czekam na rozwój wypadków.
Jednym z największych minusów zdecentralizowanych projektów jest ich niestabilność. Wiele razy zawodziłem się na Steemie i budowanych na nim aplikacjach. Większość inicjatyw upadła. Najbardziej bolesna była chyba ewakuacja DLive'a, który w przeciwieństwie do DTube'a przez stosunkowo długi czas całkiem dobrze sobie radził z magazynowaniem filmów. A potem wszystko zniknęło. W tym historyczne strimy z KBK. Smutek.
Ostatnie wydarzenia jednak napawają nadzieją. Społeczność niczym Kopernik wstrzymała Suna a ruszyła Ziemię. Pocieszające są również komentarze dotyczące tego, co się stało. O Steemie stało się głośno, a to w świecie opartym w dużej mierze na spekulacji połowa sukcesu. I paradoksalnie nawet rebranding, którego początkowo bardzo się obawiałem, może wyjść na zdrowie. Zwłaszcza, że Steem, w przeciwieństwie do wielu innych projektów żyje, zmienia się i ma społeczność. Jak się okazuje - całkiem silną.