80 rocznicę pierwszego transportu do KL Auschwitz mogłem spędzić w dwóch miejscach - w Oświęcimiu lub Tarnowie. Wybrałem to drugie. Powodów było co najmniej kilka. Po pierwsze polityka dyrekcji muzeum, która mocno ograniczyła dostęp do obozu. Po drugie przywiązanie do tarnowskiej historii. Po trzecie możliwość spotkania się ze znajomymi.
Tarnowskie obchody rozpoczęły się już wczoraj. O 17.00 złożono kwiaty. Potem była Msza. Dziś o 9.00 odbył się marsz trasą, którą przeszli więźniowie 14 czerwca 1940 roku. Szkoda, że tak wcześnie, choć rozumiem powody. W każdym razie ja do Tarnowa dojechałem dopiero koło południa. Najpierw wybrałem się na rampę. Na szczęście rower miejski działa, więc mogłem sobie podjechać.
Nie ma tu żadnego pomnika. Ten postawiono na samym dworcu. Rozumiem powody, choć trochę szkoda, że w pobliżu rampy nie ma nawet tabliczki informacyjnej.
Z rampy udałem się do do amfiteatru, gdzie trwały rocznicowe pogadanki. Frekwencja bez szału. Daleko do limitu 150 osób...
Dodam, że na spotkaniu wyborczym o 16.00, które odbyło się na Placu Sobieskiego było dużo więcej osób. Polityka jak zwykle wygrywa z pamięcią historyczną.
Większym zainteresowaniem cieszyły się natomiast wywieszone na ulicy Wałowej kraty z nazwiskami 728 więźniów, których wywieziono w pierwszym transporcie.
Poza tym nic nowego. Jak zawsze kluczowym miejscem był pomnik na Placu Więźniów KL Auschwitz. Co prawda planów było sporo, ale wirus pokrzyżował szyki. Znamienne jest natomiast to, że były zdaje się pierwsze obchody, w których nie uczestniczył żaden z więźniów pierwszego transportu. Ostatni z tych, którzy przeżyli zmarł w lipcu 2019 roku...