Dwa tygodnie temu na zajęciach z Kultury Polskiej XXI wieku nie omawialiśmy żadnej książki, ani filmu, ani nawet spektaklu teatralnego tylko... grę komputerową. Były to w zasadzie jedyne zajęcia, do których nie trzeba było się przygotowywać, no bo nikt nikogo do grania zmusić nie może. Sam obejrzałem jakiegoś gameplay'a i tyle.
Gra nosi tytuł This War of Mine. Jest to polska produkcja osadzona w jakimś bliżej niezidentyfikowanym słowiańskim mieście (można się tego domyślić po imionach), polegająca na przetrwaniu wojny. Gracz kieruje poczynaniami cywilów, którzy schronili się w jakimś opuszczonym budynku. Przy okazji trzeba podejmować różne decyzje moralne: pomóc potrzebującym, czy też nie, ukraść jedzenie w obliczu głodu, czy też nie... Aspekt ten był chyba najbardziej komentowany podczas zajęć. Mnie osobiście zaintrygowało, czy da się przejść grę postępując moralnie. Po zajęciach kupiłem więc produkcję i zagrałem. Oczywiście spełniły się przy okazji moje najgorsze obawy. Gra pożarła kilkanaście godzin mojego życia. Oczywiście w tej sytuacji pojawia się pytanie: czy warto było?
Na pierwszy rzut oka This War of Mine nie zachęca. Ot, jakaś dziwna platformówka. Rozgrywka jednak mocno wciąga. Przetrwanie w czasie wojny to nie lada wyzwanie. W grze musimy wykonywać szereg akcji i dbać o różne potrzeby. Trochę przypomina to planszówki typu euro. Skojarzenie zresztą jest właściwe, bo na bazie gry komputerowej powstała gra planszowa o tym samym tytule. A zatem za dnia śpimy, przygotowujemy jedzenie, wytwarzamy to, co możemy wytworzyć a w nocy ruszamy na poszukiwania materiałów i jedzenia. Wszystkiemu towarzyszy melancholijna muzyka, która idealnie zlewa się z życiem. Nie jest to soundtrack do samodzielnego odsłuchu, ale jako muzyka tła pasuje świetnie. Graficznie gra też wygląda niczego sobie. Przynajmniej na mój gust. Izometryczne odwzorowanie budynków wyszło całkiem dobrze.
Powróćmy jednak do pytania: czy warto było? Moim zdaniem tak. Gra wciąga, ale jasny podział na dni pozwala kontrolować czas rozgrywki i ją ograniczyć. Po pierwszym podejściu (doczekałem końca wojny, ale straciłem 2 ludzi) mam sporo różnych przemyśleń i część może być przydatna choćby w kontekście planowania działań pomocowych. Swoją drogą 11 bit studios, które stoi za produkcją przekazuje zyski ze sprzedaży gry na wsparcie Ukrainy. W ciągu pierwszego tygodnia wojny udało im się zebrać w ten sposób ponad 3 miliony złotych.