Na początku pandemii, gdy wszystko było zamknięte, żona wyjechała na wieś a ja remontowałem samotnie Królestwo Bez Kresu, miałem taki pomysł, aby nagrać płytę łączącą muzykę elektroniczną z polską poezją. Nawet gdzieś o tym napisałem i zacząłem robić jakieś szkice. Ostatecznie jednak skupiłem się na remoncie i nic z tego nie wyszło.
Wczoraj z niemałym zdziwieniem trafiłem na najnowszy projekt sanah, która na warsztat wzięła kilka wierszy polskich (lub głównie polskich) poetów. Nigdy wcześniej o niej nie słyszałem (choć ponoć w tamtym roku była najczęściej słuchaną artystką na polskim Spotify) w jednym kawałku jednak całkowicie wypełniła założenia, które postawiłem sobie w 2020 roku. Mam na myśli "(I) Da Bóg kiedyś zasiąść w Polsce wolnej".
O ile cała płyta tak średnio mi podchodzi (od strony muzycznej) o tyle ten utwór opanował mój umysł i przesłuchałem go już może z 20 razy. Czuję przy tym lekki żal, że znowu dałem się wyprzedzić. Choć znając życie, gdybym zrealizował płytę to i tak przeszłaby bez echa. Podzieliłaby los "folkRAPu", który był pierwszą polską płytą łączącą folk i rap, ale odnotowany został tylko przez środowisko folkowe. Rapscena kompletnie przemilczała ten krążek. Za trzy tygodnie minie 13 lat od premiery...