W mojej rodzinnej miejscowości jest klub piłkarski. LKS Goczałkowice-Zdrój. Ludowy Klub Sportowy. Przez długie lata był to typowy wiejski zespół piłkarski. "Stadion" to boisko (lub jak kto woli - kretowisko) i dwa wały, na których można było stanąć, bo usiąść nie było na czym. O awansie nikt nie marzył. Mieliśmy nawet z kolegą takie hasło: "LKS mistrzem w swojej klasie. A-klasie". Oczywiście z tym mistrzem to taka ironia. Okręgówka była poza zasięgiem.
Wszystko zmieniło się kilka lat temu. O elkaesie zaczęło być głośno, bo ktoś zauważył, że Piszczek ogląda relacje z goczałkowickich meczów, które transmitowano na FB specjalnie dla niego. Sam oglądałem (w Tarnowie). Gdyby jednak ktoś wtedy mi powiedział, że za kilka lat LKS będzie grał w tej samej lidze co Ruch Chorzów to z pewnością pomyślałbym, że "mo ała".
Łukasz Piszczek i Ruch jednak stanęli na wysokości zadania. Piszczkowi udało się wprowadzić LKS do III ligi. Ruchowi z kolei udało się do III ligi spaść. Obie sytuacje za dzieciaka odebrałbym jako fantastykę.
Dziś LKS Goczałkowice-Zdrój to zupełnie inna bajka. El Patron z BVB jak w komputerowym managerze zbudował drużynę od zera, zrobił rebranding, załatwił sponsorów, pozyskał zawodników z innych klubów i rozbudował infrastrukturę. Dziś Łukasz Piszczek to prawdziwy bohater w mojej wsi. Nie dlatego, że jest znany i nawet nie dlatego, że jest świetnym piłkarzem, ale ze względu na to, czego dokonał niejako obok swojej kariery w niemieckiej lidze. Osiągnął sukces, ale nigdy nie zapomniał skąd jest i od kilku lat mocno się angażuje.
Czy Goczałkowice-Zdrój pójdą drogą Niecieczy (awans z A-klasy do Ekstraklasy) tego nie wiem. Szanse są, bo Piszczek nie tylko sprowadził zawodowców (np. Piotr Ćwielong), ale również stworzył "akademię", w której szkoli przyszłych piłkarzy. Jaki to przyniesie owoc przekonamy się za kilka lat. Na ten moment pozostaje śledzić poczynania LKS-u w III lidze. Jakby ktoś był ciekawy poziomu gry, to poniżej skrót meczu z Polonią Bytom.