Z dniem 1 marca weszła w życie ustawa ograniczająca niedzielny handel, który od 2020 r. będzie praktycznie rzecz biorąc zakazany, nie licząc podmiotów wyłączonych spod tej regulacji, takich jak chociażby stacje benzynowe. W dalszym ciągu jednak zwolennicy tej szkodliwej moim zdaniem regulacji nie potrafią w sposób spójny i przekonujący uzasadnić swojego poparcia dla tzw. #zakazHandlu.
Twierdzą oni m.in., że robiąc niedzielne zakupy urządzam komuś życie. Przyznam, że to dość osobliwa linia argumentacji, że chodzenie w niedzielę na zakupy jest urządzaniem niedzieli pracownikom i właścicielom sklepów, natomiast zakazywanie im pracy i zabieranie możliwości zarobku takim urządzeniem niedzieli i życia już w magiczny sposób nie jest.
Co więcej, zakazofile nie potrafią odpowiedzieć na dość proste pytanie: jeśli nie doszło do przestępstwa, jeśli nie ma żadnych ofiar i poszkodowanych, to w jakim celu Kapitan Państwo ma wchodzić z butami i wsadzać tu brudną rękę ustawodawcy? Działalność handlowa w niedzielę nie jest przestępstwem. Niczyje prawa nie są naruszane, zatem zakaz niedzielnego handlu nie ma uzasadnienia. Ani moralnego, ani ekonomicznego.
Do tej pory było tak, że jedni w niedziele mieli wolne, a inni pracowali. Nie widzę powodu, by w ten oddolnie wykształcony i spontaniczny ład ingerować widzialną ręką ustawodawcy.
- Więcej ekonomicznych komentarzy można znaleźć na moim profilu, do którego obserwowania gorąco i serdecznie zachęcam!