Comę poznałem po moim powrocie z krótkiej emigracji. Był początek 2006 roku, Polska znalazła się właśnie w POPiSowym klinczu, a w Katowicach zawalił się dach. Za to mój stan psychiczny wołał o pomstę do nieba. Nie pamiętam w tej chwili, gdzie usłyszałem po raz pierwszy łódzki zespół. Pewnie w radio. W stacji, której wtedy dawało się jeszcze słuchać. Najpierw była pierwsza płyta - "Pierwsze wyjście z mroku", która już zrobiła potężne wrażenie. A później "Zaprzepraszczone siły...".
To właśnie krótki (jak na Comę), treściwy, energetyczny utwór z drugiej płyty zespołu Piotra Roguckiego najbardziej mnie porywa. Rzecz jasna pozostałe piosenki w mniejszym lub większym stopniu znajdują się wśród moich ulubionych kawałków. Bo taka też jest Coma z dwóch pierwszych albumów. To ważne dla mnie zastrzeżenie. Później już tak dobrze nie było. Być może chodzi o świeżość, jaką wtedy reprezentowali. Wydaje mi sie też, że kolejne wydawnictwa trochę były przekombinowane, choć pojedyńcze utwory zawierały w sobie ten pierwotny charakter.
"Tonacja" to nie tylko muzyka, to też ważny, ciągle odświeżający się tekst. Dotyka władzy. Nie żadnej konkretnej politycznie rozumianej, ale każdej, szczególnie takiej, dążącej do daleko idącego zniewolenia jednostki. Takiej, która pomimo rzekomych demokratycznych mechanizmów, niecnymi czynnościami próbuje przekonać nas do swoich racji. Właśnie też o te niecności chodzi. To wzbudza sprzeciw i to one nakazują powiedzieć "kilka nie do końca pięknych słów" jej reprezentantom. To ważne, by pamiętać, że zawsze mamy taką możliwość. Jak nie podczas wyborów, to na ulicy.