Dzisiaj, przy takiej a nie innej pogodzie i przy Dniu Zadusznym piosenka, a jakżeby inaczej, o śmierci. "W południe" to tekst Kazimierza Grześkowiaka, dla mnie pieśniarza ludowego, choć Wikipedia pisze o nim, że to satyryk, pisarz i artysta estradowy. I z wykształcenia filozof. Tyle, że ta filozofia ma zdecydowanie wymiar ludowy, tak w treści, jak i w sposobie jej prezentacji. A że podana ona jest w satyrycznym sosie? Tym ciekawiej.
Kazik nagrał ten kawałek na płytę "Las maquinas de la muerte", ale mnie bardziej przypada do gustu wersja, którą Wam podaję. Live z koncertowego albumu "Występ". O wiele bardziej emocjonalnie wybrzmiewa ten tekst, kiedy jest zaśpiewany na żywo.
To kawałek o tym, co nieuchronne. O tym, że każdego, gdzieś tam, być może w polu, dopadnie ten złośliwy duch i zabierze z tego świata. Czy zabierze do świata lepszego? Wierzymy w różne wersje tego, co po śmierci. Bo chyba tak jest, że nie chcemy przyjąć do wiadomości, że jesteśmy tylko kruchym ciałem, biologiczną machiną, która wyczerpawszy swe siły życiowe, zamieni się w ziemię. Jak miriady stworzeń przed nami i po nas. I nikt nie jest w stanie temu zapobiec. Nawet jeśli usilnie próbujemy nasze bytowanie wydłużyć, nawet jeśli filozofom, a może bardziej biotechnologom i genetykom, śni się życie znacznie dłuższe od współczesnego. Południca i tak przyjdzie po każdego.