Moja melancholia już trochę zelżała, ale dzisiaj jeszcze jeden kawałek, który stał się kiedyś moim ulubionym i wciąż nim jest, ale bardziej chodzi o skojarzenia. Bo tytuł niemal idealnie oddaje czas, który upłynął pomiędzy naszym poznaniem, a rozwinięciem się uczucia, szczególnie po mojej stronie. W międzyczasie nie było nic. Nawet kontaktu. Mniej więcej 6 lat trwał taki stan rzeczy.
Piosenka "6 lat później" pochodzi z albumu "Your eyes" z 1991 roku, który był 7. kolejnym LP Kultu. Całą płytę oceniam, jako niezłą. Znajduje się tam kilka hitowych utworów, jak choćby "Parada wspomnień". Kazik jak zwykle jest w swoich tekstach szczery do bólu, a przez to bardzo prawdziwy. "6 lat później" to, z tego co mi wiadomo, część miłosnej serii Kazika. Gdzieś spotkałem się z taką opinią, nie wiem czy nie wypowiedzianą przez samego autora. "Do Ani", "6 lat później", teraz też "Chcę miłości" z ostaniej płyty zespołu mają należeć do swoistego tryptyku. Choć oczywiście piosenek o miłości Kult nagrał nieco więcej. Tyle, że tutaj rzecz idzie o małżonkę lidera Kultu.
To właściwie jest zasadnicza różnica pomiędzy podłożem samego tekstu, a tym, czym ona jest dla mnie. Bo dla mnie to wspomnienia, wspomnienia pięknego czasu spędzonego z najwspanialszą osobą, jaką przyszło mi poznać w moim życiu. I określam Ją tak, pomimo tego, co zrobiła względem mnie. Ale rozumiem, że po Jej stronie to uczucie jednak nie było tak silne jak we mnie. Kiedyś byłem zwyczajnie ślepy. Niemniej jednak to coś zostało we mnie. Teraz już wiem, że najpewniej na zawsze. Bez szczęśliwego spełnienia.