
Pewnie nie wszyscy mogą czuć się zachęceni do odwiedzenia Muzeum Narodowego w Warszawie ideą wystawy, która pokazuje kolekcję sprzed lat, zwłaszcza że najważniejsze obrazy z tej kolekcji znajdują się w sąsiedniej sali muzeum na codzień. Ale znalazło się tu szereg obrazów wybitnych, które trudno zobaczyć. A więc jeżeli ktoś się jeszcze waha, to zdecydowanie powinien się wybrać. Drugiej takiej okazji może długo nie być.

Ten obraz Malczewskiego pochodzi z prywatnej kolekcji i nieczęsto można go oglądać, a jest jednym ze sztandarowych jego dzieł. Autorka wystawy, Renata Higersberger, napisała w katalogu, że obraz został zamówiony przez Korwin-Milewskiego, który miał przedstawić malarza w pracowni z tłumem duchów katorżników i zesłańców syberyjskich. Na życzenie Milewskiego malarz rozjaśnił paletę i zamienił słomianą koronę Polonii na złotą.
Niewątpliwą atrakcją jest jeden z najwcześniejszych obrazów Axentowicza o tematyce huculskiej Wijski pogrzeb w Kołomyi z 1882 roku. To o tyle ciekawe, że w stałej galerii można oglądać jego późniejszą Kołomyjkę.

Obraz zachwyca swoją harmonią barwną i finezją w oddaniu atmosfery zimowego wieczoru w huculskiej wsi.


Obrazów Aleksandra Gierymskiego jest kilka, ale niewątpliwym arcydziełem jest Chłopiec w słońcu (1893–1894) z Muzeum Narodowego we Wrocławiu. Jego obecność jest o tyle ważna, że powstał w tym samym czasie co jeden z najlepiej znanych obrazów ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie, czyli Trumna chłopska. Oba Gierymski nalaował podczas pobytu u Włodzimierza Tetmajera w Bronowicach.

Trumna chłopska też oczywiście znalazła się na wystawie, co też jest dużą okazją, bo obraz nie jest już częścią stałej ekspozycji w MNW.
Co zdumiewa z dzisiejszej perspektywy, ale pewnie nie było takie dziwne w końcu XIX wieku, Milewski łączył zainteresowanie twórczością artystów dziś uważanych za drugo- lub trzeciorzędnych i twórców najwybitniejszych. Choć to może nasze dzisiejsze hierarchie należałoby czasem zrewidować i zainteresować się tymi pozostawionymi na marginesie. Takim był ulubiony i wspierany przez Milewskiego Wincenty Wodzinowski. Na szczęście niedawno Muzeum Krakowa urządziło jego wielką wystawę, co pozwoliło zapoznać się z jego twórczością dość gruntownie. Na wystawie w Warszawie osobna sala jest poświęcona tematyce wiejskiej i tam znalazły się ogromne płótna Wodzinowskiego. W większości nie są to udane obrazy. Wodzinowski był malarzem popadającym często w sztampowość. Na ich tle można zrozumieć, jak genialnie potrafił sobie poradzić z tą tematyką Aleksander Gierymski, mimo że wcale nie był malarzem poświęcającym się ludowości.
To nie znaczy, że na wystawie nie było obrazów Wodzinowskiego zasługujących na uwagę. Wręcz przeciwnie. Pojawiły się na niej dwa, może najlepsze, jego obrazy. Procesja z 1902

i Dziewczyna przy oknie z 1903.

Niewątpliwą atrakcją jest rzadko pokazywany obraz prekursora polskiego symbolizmu Witolda Pruszkowskiego Wizja, czyli męczeństwo unitów z 1888. Jego obecność w kolekcji Milewskiego jest dość ciekawa, bo obraz odnoszący się do męczeństwa Wincentego Lewoniuka i 12 towarzyszy w Pratulinie piętnował rosyjską zbrodnię. Autorka wystawy napisła
Zakup tego obrazu przez Korwin-Milewskiego, deklarującego wierność carowi, podważa obiegową opinię o bezkrytycznym lojalizmie kolekcjonera wobec Rosji.
To oczywiście nie wszystkie obrazy, na które warto zwrócić uwagę na tej wystawie. Ten post domaga się dalszego ciągu.