Georges Seurat, Pudrująca się młoda kobieta, 1889, National Galleries Scotland
Musi nieco dziwić fakt, że osobą przedstawioną na tym pozbawionym emocjonalności portrecie jest Madalaine Knoblock, modelka, towarzyszka życia Seurata i matkę jego dziecka. Portret i garść informacji o życiu prywatnym Seurata jakie pozostały przedstawiają ich stosunki w niejednoznaczny sposób. Seurat ukrywał swój związek nawet przed najbliższymi przyjaciółmi. Wielu z nich dopiero po jego śmierci dowiedziało się o tym, że był ojcem. Trudno doszukać się czułości, czy choćby odrobiny zwykłej sympatii wobec pozbawionej pewności siebie młodej dziewczyny o dość obfitych kształtach. Wszystko zdaje się w nim być jakąś gorzką karykaturą. Chłodne, "naukowe" podejście wydaje się niestosowne, wręcz nieludzkie, wobec osoby bliskiej. Seurat przedstawił swoją modelkę z puszkiem w ręku, nienaturalnie zastygłą w trakcie nakładania pudru, a może dopiero zastanawiającą się czy ma to zrobić. Trudno stwierdzić czy patrzy na swoje odbicie w lusterku czy na puszek. Cały anturaż tej sceny można odczytać jako subtelną kpinę z drobnomieszczańskiego gustu. Fikuśny mebelek na którym stoi lusterko na karykaturalnie wywiniętych cienkich nóżkach, obrazek czy lustro na ścianie w mało wyrafinowanej chińskiej ramce z dziwnymi drzwiczkami, wyglądają na bardzo kruche i słabe.
Można przypuszczać, że Seurat nie miał zamiaru malować portretu (tożsamość portretowanej podczas prezentacji obrazu na Salonie pozostała nieznana) ale chciał przedstawić pewien typ kobiety, typ który znalazł poczesne miejsce w literaturze jego czasów. W powieści Hippolyte'a Taine'a Życie i spostrzeżenia o niem pana Graindorge z 1867 roku, która była wciąż popularna w latach osiemdziesiątych XIX wieku, na początku znalazł się poniższy opis sporządzony podczas wizyty w Operze. Bohater powieści tak charakteryzował jedną z licznych, otaczających go na widowni kokotek.
Za czasów Tycjana byłaby może uczciwą, prostą dziewczyną, dziś, skalana, bezwstydna, przyzwyczajona do obelg i nadużyć, od dziesięciu lat się pudruje, noce bezsenne spędza na kolacjach z pasztetami. Nauczyła się jedynie jeść dobrze i wykwintnie i pić jeszcze lepiej. Możnaby ją nazwać istotą kolacyjkową. Roztyła się już jak gęś tuczona.
Przyjaciel Seurata Victor Joze Dobrski w swojej korespondencji dla warszawskiej „Fortuny” pisał „Paryż nazywany bywa słusznie przez wielu «stolicą świata», dodawać jednak w takim razie zawsze należy, że jest on też stolicą «półświata» i «ćwierćświata», a wtedy dopiero mieć można o mieście tem dokładne pojęcie”. I żeby nikt nie miał cienia wątpliwości o co mu chodzi, dodawał „W istocie, mało gdzie prostytucja zyskała sobie takie prawo obywatelstwa jak w Paryżu”.
Zainteresowanie paryskim półświatkiem było charakterystyczne dla twórców z kręgu naturalizmu, który młodzi poeci symbolistyczni traktowali z rosnącym dystansem. Obraz Seurata pokazuje, że granice między naturalizmem i symbolizmem nie były nieprzekraczalne i naturalistyczne inspiracje mogły wpływać na artystów bliskich środowisku symbolistów.
Krytycy XX-wieczni skoncentrowani na teorii koloru i kwestiach formalnych na ogół nie zwracali uwagi na groteskowy charakter obrazu. Może byłby on bardziej czytelny, gdyby artysta nie zrezygnował z przedstawienia własnego wizerunku w ramce na ścianie. Ostatecznie umieścił w niej odbicie kwiatów w wazonie.