Kolejnym przykładem kiczu, który wydawał się Greenbergowi całkiem oczywisty, były okładki „Saturday Evening Post”. Przeciwstawił je obrazom Braque'a, które najwyraźniej uważał za przejaw najwyższego geniuszu. Czy komuś przyszłoby dziś do głowy nazywać ilustrację taką jak poniższa kiczem? Raczej widzielibyśmy w niej bardzo stylowy obrazek z innej epoki. Kto wie, może jakiś projektant wnętrz uznałby, że doskonale nadaje się na plakat, który świetnie pasowałby do nowoczesnego mieszkania. Poza tym, czy na kimś robi jeszcze wrażenie sztuka Braque'a? Jest on raczej czcigodnym mastodontem, którego obrazki ogląda się w muzeach i podręcznikach ale nie doznaje się na ich widok żadnych silniejszych emocji (chyba, że znajdzie się na strychu albo na wyprzedaży).