Właśnie dostałem przypominajkę, że13 lat temu zacząłem się interesować muzealną (w sensie: przeznaczoną dla muzeów) bazą danych CollectiveAccess. W międzyczasie pomogłem paru instytucjom z dobrym skutkiem ją wdrożyć. I miałem nadzieję, że rozpowszechni się w Polsce bo jest dobra (dlaczego, to dłuższy wywód, ale liczba muzeów na świecie, które jej używają mówi sama za siebie) i... jest udostępniana na licencji GPL co oznacza, że zamiast płacić setki tysięcy czy nawet miliony złotych za napisanie oprogramowania, którego dostrajanie może trwać latami wystarczy znaleźć w miarę obrotnego komputerowca (dziwne, ale w muzeach tacy się zdarzają czasem), dać mu trochę więcej zarobić i mieć program nad którego rozwojem pracują ludzie na całym świecie za darmo. A jednak nie da się. Bardzo niewiele muzeów w Polsce na to się zdecydowało. Kolejni ministrowie nie byli zainteresowani wspieraniem oprogramowania GPL. Każdy musi sam wynajdywać koło a podatnicy i tak zapłacą za to prędzej czy później. A jak nie zapłacą to będziemy dalej całą dokumentację na papierze robić. Żaden problem.
Ale skoro muzea nie chcą mieć porządnego programu do obsługi ich kolekcji to ich problem. Może to na pierwszy rzut oka trochę zbyt potężny gatunek softu na potrzeby domowe, ale właściwie dlaczego nie? Każdy może zrobić sobie przy jego pomocy na przykład bardzo solidną bazę swoich zdjęć i udostępniać je online (jest możliwość nawet uploadu seryjnego i tworzenia rekordów hurtowo) albo katalog swoich płyt lub książek. Program robią ludzie, którzy znają się na metadanych więc nie grozi nam sytuacja, że nie będzie można czegoś wpisać do bazy, bo nie wiadomo gdzie taka informacja powinna się znaleźć.
Dlaczego ja tego nie robię? Bo wszystkie swoje notatki, zdjęcia, linki i skany dokumentów trzymam w mapie topik. Ale to temat na inny post. Gdyby kogoś zainteresował mogę napisać jak to się je. W każdym razie gdybym nie potrafił obsługiwać mapy topik, używałbym CollectiveAccessa.