Artur Grottger, Kometa
Urocza cisza panuje wokoło,
Cisza letniego, jasnego wieczoru,
Księżyc srebrzyste zza drzew wzosi czoło –
I blask na białe rzuca ściany dworu.
Najlżejszy wietrzyk liśćmi nie szeleści,
Natura cała spoczywać się zdaje,
Lecz choć spokojna – spokoju nie daje,
I złe przeczucia jakieś ludziom wieści.
Bo na tle nieba – ot tam od zachodu
Świeci kometa, jak łuna ognista
Straszna zapowiedź wojny, albo glodu,
I klęski jakiejś wróżba oczywista.
Więc choć spokojnie i cicho na świecie,
To jakoś ludzie cieszyć się nie mogą,
Jakieś przeczucie złowieszcze ich gniecie,
Krwawa kometa przejmuje ich trwogą.
Rodzina cała wyszła z dworku swego,
By się orzeźwić lekkim chłodem nocy,
Ale ją trwoży ten niemy znak złego,
Co tam na niebie ogniście migoce.
Stara matrona oczy weń wlepiła,
Modląc się w duchu do Matki dziewicy,
By złe od Polski odwrócić raczyła;
A przerażenie widne w jej źrenicy.
Pacierze nawet ukoić nie mogą
Wielkiej bojaźni, co jej serce ściska
A załamane ręce, proszą z trwogą
O zachowanie rodziny ogniska.
Dzieci rzuciły wesołą zabawę,
Do kolan babki tulą się ze drżeniem,
Jakby i one czuły tę obawę,
Która na wszystkich cięży dziś kamieniem.
A w progu chatki, niby w progu życia,
Stoi dziewica wsparta o młodziana,
I ich serc także przyspieszone bicia,
I jakaś trwoga dręczy ich nieznana.
A choć szczęśliwi, bo razem przy sobie –
To jakieś tęskne przeczucie gra w łonie,
Każde się pyta, czy w jutrzejszej dobie
Będą jak dzisiaj stali dłonie w dłonie?
Czy też to światło ciężarne klęskami,
Im nie zasępi jasnej ich przyszłości,
Co im dziś świeci zasiana gwiazdami
Cichego szczęścia, serdecznej miłości?
I jak to światło złowróżbne na niebie
Jakiś niepokój duszny budzi wszędzie,
I każdy z trwogą pogląda na siebie
I z drżeniem pyta: „Boże co to będzie?”
Alma K…
Utwór opracowany w ramach projektu "Poezja na marginesie cywilizacji".