Sprawianie radości nie jest bynajmniej najważniejszą funkcją książek. Właściwie jest nią bardzo rzadko. Kto miałby tyle samozaparcia, żeby poświęcić tyle czasu i wysiłku, ile potrzeba do wydania książki, tylko po to, by komuś sprawić radość? Nie chodzi oczywiście o rozrywkę, bo wiadomo, że ludzie potrzebują rozrywki i można na tym zarobić, z grubsza wiadomo, jak tę potrzebę zaspokoić, ale dużo trudniej jest ze sprawianiem radości. Każdemu co innego sprawia radość.
Ale jest jeden z rodzajów książek, które, mam wrażenie, częściej sprawiają radość niż inne. To albumy z reprodukcjami dzieł sztuki. Niewielu niestety może to sprawdzić na własnej skórze, bo najpiękniejsze albumy są zawsze potwornie drogie, a oglądanie w księgarni to nie to samo co spokojne wertowanie w domu (mi nigdy nie sprawia radości). Zapewne większość ludzi albumy dostaje w prezencie, bo zawsze jest wiele innych sposobów wykorzystania sumy, którą trzeba by samemu na nie wydać. Szkoda, że jest to przyjemność tak ekskluzywna. Wydawcy z tego powodu drukują albumy w znikomych nakładach, no może poza międzynarodowymi firmami, które zdominowały rynek. Łatwo można sobie wyobrazić, jak trudno jest album wydać.
Jednym z albumów, które mogą sprawić naprawdę wielką radość, przynajmniej tak było w moim przypadku, jest album malarstwa Krzysztofa Klimka. Trzeba wspomnieć o okolicznościach jego wydania. Janusz Janowski, dyrektor warszawskiej Zachęty nominowany przez premiera Glińskiego, był dyrektorem tak krótko, że zdążył jedynie zaplanować wielką wystawę malarstwa Krzysztofa Klimka. Umowa została co prawda podpisana, ale nowa dyrekcja mogła się oczywiście z niej wycofać. Na szczęście tak się nie stało. Wystawę Krzysztof Klimek. Teraz wolę widoki mogliśmy oglądać od 08.03 do 26.05.2024. Obok wystawy Ignacego Czwartosa była to jedna z najciekawszych wystaw przygotowanych przez Janusza Janowskiego. Wystawa zdaje się nie ucierpiała na tym, że inna dyrekcja ją realizowała, natomiast zabrakło już determinacji, aby wydać jej katalog.
I dziś, prawie dwa lata po wystawie, doczekaliśmy się wspaniałego albumu artysty, który zrodził się niejako z tego niewydanego katalogu. Żal, że tak wspaniała wystawa nie będzie miała dokumentacji i jeżeli nie sfotografowaliśmy wszystkich obrazów na wystawie, nie będziemy wiedzieć, co na niej zostało pokazane, rekompensuje z nawiązką obecność reprodukcji obrazów, których na wystawie nie było.
Przede wszystkim wczesnych obrazów abstrakcyjnych, które są niezwykłej urody. Lepiej można zrozumieć proces ewolucji od malarstwa abstrakcyjnego do realistycznego. Choć to może złe określenie, bo ewolucja oznacza przejście od formy niższej do wyższej, a w malarstwie Klimka obie są tak samo doskonałe. Tytuł wystawy tłumaczył, dlaczego kompozycje abstrakcyjne na niej się nie znalazły.
Album jest doskonałym wprowadzeniem do twórczości Klimka i pozostanie z pewnością na wiele lat podstawowym źródłem wiedzy o jego sztuce i o nim samym. Znalazły się w nim obszerny wywiad z artystą, szczegółowe kalendarium i esej analizujący jego malarstwo.