Stworzenie wystawy kolekcji, która należała do jednego właściciela, powstała dość szybko i szybko przestała istnieć, wydaje się na pozór sprawą nieskomplikowaną. Ktoś mógłby pomyśleć, że wystarczy zgromadzić dostępne dzieła i rozmieścić je w dostępnej przestrzeni i sprawa załatwiona.
W Muzeum Narodowym w Warszawie możemy zobaczyć próbę dużo ambitniejszą. Przede wszystkim jest to wystawa poświęcona kolekcji Korwin-Milewskiego, ale też jemu samemu, co zrozumiałe, bo jest postacią niemal zupełnie nieznaną (choć stał się bohaterem kilku książek, ostatnio powieści Wacława Holewińskiego Oraz wygnani zostali). Poza tym wcale nie byłoby nadużyciem dodanie jego nazwiska obok nazwiska malarza na tabliczkach pod wieloma z pokazanych na wystawie obrazów. Jego wpływ na ostateczny kształt kompozycji bywał ogromny. W końcu sam studiował malarstwo. Przestał malować, ale nie przestał tworzyć obrazów, choć rękami innych.
Możemy więc oglądać reprodukcje naturalnej wielkości portretów jego i jego matki autorstwa Władysława Czachórskiego,dokumenty genealogiczne i dyplomy szlacheckie (sprawa tytułu hrabiowskiego była dla Milewskiego bardzo ważna). Na wystawie znalazło się popiersie jego brata Hipolita autorstwa Antoniego Wiwulskiego i trzy z dwunastu geboelinów z nowym herbem Milewskiego, jaki nadał mu papież, nadając tytuł hrabiowski.
Kolejna, po biograficznej, część wystawy zawiera obrazy odziedziczone przez Milewskiego, między innymi uroczy Widok dworku w Nahorodowicach Wincentego Dmochowskiego. Obraz jest namalowany niemal jak miniatura, można byłoby go oglądać z lupą. Wspaniały wizerunek wileńskiego gospodarstwa, które pewnie wcale nie zmieniło się od czasów opisywanych w „Panu Tadeuszu”.
Wincenty Dmochowski, Widok dworku w Nahorodowicach, 1843, Narodowe Muzeum Sztuki w Wilnie
Wiejskie tematy zawsze były mu drogie i to do tego stopnia, że finansował twórczość malarzy, uczniów Matejki, którzy poświęcali swą twórczość tematyce ludowej. Przede wszystkim Wincentemu Wodzinowskiemu, któremu sfinansował budowę pracowni.