Piątkowski doskonale znał chimerę sztuki, jej przymilne gesty i słowa, które wiodą na zatracenie. W pierwszym rozdziale Mistrza Kłębka zatytułowanym Wychowanek chimery tak opisał spotkanie głównego bohatera książki z mitycznym stworem.
Raz siedział sobie na kartoflisku i podrzucał do ognia suche badyle i trawy. Świnie pasły się nieopodal – wiatr wiał przykry, gnając siny dym ogniska w jedną stronę…
Naraz słyszy poza sobą:
– Franuś!
Spojrzy w tył – nikogo. I znowu słyszy:
– Franuś!
Obejrzał się raz drugi – przeżegnał raz drugi, nie rusza się, tylko zbladł jak chusta. Aż tu po raz trzeci jak nie wrzaśnie:
– Franuś!!
Chłopak przypadł do ziemi, nakrył się z głową sukmaną i leży… a sercem jak młotem wali.
Wtedy zupełnie już nad uchem słyszy wyraźnie, jak mu coś szepce:
– Nie bój się, wstań!
I zdało się pastuszkowi, że się podniósł, że odgarnął z oczów siermięgę i że spojrzał wprost przed siebie. Wtedy, w aureoli kłębiącego się dymu obaczył rzecz niepojętą dla siebie: jakaś poczwara nie poczwara, jakaś kobieta nie kobieta, cudactwo jednym słowem.
Głowę ci miała niewieścią – rumianą, białą twarz, włosy rude, aż czerwone. Szczerzyła do Franusia zęby w szerokim uśmiechu, a zielonymi oczami świdrowała, ze aż skry zdały się sypać.
Bieluchne ramiona wyciągnęła przed siebie, i dużymi tęczowemi skrzydłami, co od ramion w górę wyrastały, poruszała! Głowę na bok przechyliła i zaczęła śmiać się, a rękami mamić do siebie. Ale cóż z tego mamienia, kiedy chłopak ujrzał na końcu palców pazury, jak i kota, które jak u kota chowały się i wychodziły. A gdy spojrzał niżej… zdrętwiał! Kobieta od piersi zaczyna włosem ciemnym porastać, a dalej to już zwierz pręgowaty, kot zupełny. Usiadł na zadnich łapach i ogonem bije o ziemię.
A mami wciąż, a przymila się, a szepcze cicho:
– Nie bój się Franuś! Chodź!
Naraz dwa młode kiernozki zaczęły się gryźć – kwik straszny. Franuś podniósł się z ziemi mimowoli.
Zjawisko przepadło… Tylko dym, który dotychczas czepiał się ziemi, popłynął, jakby za podmuchem silniejszym i rozwiał się wysoko.
Jacek Malczewski, Pastuszek i Harpia, ok. 1904-1906, MNW