Kupiłem tę książkę już jakiś czas temu na Targach Pięknej Książki w Piasecznie. Wydało ją niewielkie wydawnictwo Blue Bird, które tak jak Kle brało udział w działaniach „Świadomych wydawców”. Miałem o niej już dawno napisać, ale zawsze coś stawało na przeszkodzie. Teraz znowu wpadła mi w ręce przy okazji robienia remanentu i selekcji książek, których trzeba się pozbyć z mieszkania. Autor książki jest postacią, która z pewnością zapisała się w historii PRL, choć niekoniecznie jako jej pierwszoplanowy aktor. Życiorys w wikipedii jest skromny, choć możemy się dowiedzieć z niego że autor był przyjacielem Ryszarda Kapuścińskiego, najdłużej pracującym pracownikiem PAP-u i korespondentem w Rzymie. Wychowanym w PRL-u te informacje wystarczą. Po pierwsze bycie dziennikarzem w PRL-u wiązało się z podleganiem ciągłej ocenie instancji partyjnych i Służby Bezpieczeństwa, czy nie reprezentuje się przypadkiem żadnego skrzywienia ideologicznego, które mogłoby prowadzić do niewłaściwego sposobu prezentowania socjalistycznej ojczyzny w mediach, które były wszak głównym elementem frontu ideologicznego. Po drugie w PAP-ie nie mógł pracować dowolny dziennikarz, a jedynie najbardziej zaufany. Po trzecie do przesyłania relacji z Watykanu w czasie kiedy papieżem został Jan Paweł II mógł zostać wysłany tylko najbardziej zaufany z zaufanych. Jednak o kontaktach Mirosława Ikonowicza z elitą komunistycznej władzy niczego z wikipedii się nie dowiemy. W wywiadzie mówiąc o swojej pracy w PAP-ie wspominał przedwojennych dziennikarzy PAT-a, którzy tworzyli PAP: „W PRL-u mieliśmy taką pasjonującą zabawę w agencji, aby między wierszami przemycić jak najwięcej informacji, w jakiś sposób obejść cenzurę” a więc widział się tam w roli niemalże opozycjonisty. W Wikipedii brak też informacji, że Mirosław Ikonowicz jest ojcem Piotra Ikonowicza i Magdy Gessler, skądinąd bardziej znanych postaci.
Kiedy teraz gugluję w poszukiwaniu opinii o tej książce w internecie wpadają same pochwalne peany. „Reportaż z magicznego dzieciństwa”, „wspomnienia pełne barwnych historii z przedwojennego i wojennego Wilna”. Książka jest napisana w stylu przygodowych książek dla młodzieży i może tak należy ją traktować. I może nie należy zastanawiać się zbyt głęboko czy opisane w niej historie są prawdziwe (choć, jak wspominał, pisząc tę książkę posiłkował się archiwum wileńskiej AK, które otrzymał z Londynu. To też ciekawy wątek. Czy dokumenty o których mówi ujrzały światło dzienne, aby inni mogli z nich skorzystać, czy jedyna publikacja na ich temat to właśnie ta książka?) i poddać się sugestywnie opisanej atmosferze Wilna w czasie wojny. A zdarzenia jakie przytrafiają się autorowi wspomnień, od pierwszej do ostatniej strony, wyglądają tak nieprawdopodobnie, że trudno nie uznać ich za zmyślone.
Już na początku dowiadujemy się, że autor wrócił z wakacji do Wilna ekspresem z Zakopanego 31 sierpnia 1939 i wysiadając z pociągu widział na peronie żołnierzy. To oczywiście byłoby możliwe i wzbudziłoby moich wątpliwości gdyby nie inne niezwykłe zdarzenia, których ta książka jest pełna. I ludzie, na przykład Ślązak z Wehrmachtu w warsztacie samochodowym, który zagościł na podwórku bohatera, prawie Gustlik, tylko po drugiej stronie frontu, i oczywiście okazał się w sumie dobrym bohaterem. Pojawia się też tajemniczy mściciel, który sam wystrzelał pluton egekucyjny w Ponarach, postać jakby żywcem przeniesiona z komiksu o supermanie. Przekradanie się autora do partyzantów z AK. Może najbardziej kuriozalna jest historia lampki nocnej, którą zrobił przy pomocy uczynnych radzieckich żołnierzy, którzy pomogli mu wymontować akumulator z rozwalonego czołgu. Ta lampka uratowała autora i jego rodzinę, gdy inni radzieccy żołnierze, mniej przyjaźnie nastawieni, złożyli nocną wizytę w jego mieszkaniu wileńskim. Do tego wszystko jest podlane moralizatorskim sosem, jak to wszędzie znajdą się dobrzy ludzie i nie można hołdować wiadomym uprzedzeniom, bo to bardzo brzydko.
Ciekaw jestem co o tej książce powiedzieliby historycy albo ci, którzy przeżyli wojnę w Wilnie. Dla mnie to raczej niezbyt wiarygodna próba mitologizacji swojej przeszłości. Ale może jestem zbyt podejrzliwy.