Olga Boznańska, Martwa natura – Kwiaty, przed 1900 (?), Muzeum Okręgowe w Szczecinie
Ciekawe, że historycy sztuki zajmujący się Boznańską nie mieli dotąd pomysłu jak rozgryźć jej martwe natury. Wszyscy się nimi zachwycają, ale na ogół kiedy mowa o martwych naturach pada sakramentalne zdanie, że Boznańska malowała je kiedy zawiódł ją model i na tym temat się kończy. Nie ma w tym nic dziwnego. Zajmowanie się martwą naturą jest prawie tak samo elitarną dyscypliną jak zajmowanie się perspektywą. Co można powiedzieć o martwych naturach? Zwykle można wyliczyć przedmioty, które są na obrazie. Powiedzieć coś o ich realizmie, albo o tym kto był jej właścicielem, na jakiej aukcji i za ile ją kupił.
Są okresy, w których martwa natura kwitła. Takim okresem był XVII wiek w Holandii. O Boznańskiej stosunkowo dużo wiadomo, ale prawie nic o jej pobycie w Amsterdamie. A Boznańska w Monachium zetknęła się z bardzo wówczas cenionym malarstwem holenderskim, które wracało do tradycji holenderskiego złotego wieku. Widziała obrazy szkoły haskiej: braci Marisów, Mauva, Mesdaga. Choć nie malowali oni na ogół martwych natur ale głównie pejzaże, ich styl był jej bliski. Może jej ciągłe wracanie do martwych natur ma swoje źródło właśnie w malarstwie holenderskim?
Jeżeli mówi się o zainteresowaniu Boznańskiej sztuką dawną to zawsze pada nazwisko Velazqueza, do którego zresztą sama się przyznawała. O Holendrach nie wspominała w późniejszych wywiadach, ale czy to dowód, że nie mieli na nią wpływu?