Historia często lubi płatać figle. Takim figlem, jaki spłatała Witkacemu, jest utrwalenie jego wizerunku jako autora pastelowych portretów malowanych na zamówienie w ramach „Firmy Portretowej” a nie wcześniejszej twórczości malarskiej, tworzonej zgodnie z założeniami „czystej formy” i z ambicjami zostania wybitnym artystą. Ten autoportret zamykał okres czystej formy. Rozczarowanie, wynikające z braku zainteresowania jego wcześniejszymi kompozycjami malarskimi znalazło w nim wyraz. Za chwilę Witkacy jako artysta miał się skończyć. Wiemy dobrze, że stało się inaczej. To też świadectwo jego geniuszu.