Józef Peszka, Portret Kajetana Ozdoba-Florkiewicza, 1820, Muzeum Ziemi Kujawskiej i Dobrzyńskiej
Sejm Księstwa Warszawskiego był chyba jedynym polskim Sejmem, którego posłowie nie mogli być pewni jak długo będzie trwała ich kadencja z powodów proceduralnych. Bo zgodnie z oktrojowaną konstytucją Księstwa co trzy lata miało następować losowanie, w wyniku którego jedna trzecia składu Izby Poselskiej była zastępowana nowymi posłami. Tak więc będąc raz wybranym można było być posłem przez trzy albo przez sześć lub dziewięć lat. Po raz pierwszy dopuszczono do Sejmu kandydatów spoza stanu szlacheckiego. I w ten sposób Ozdoba-Florkiewicz mógłby zostać jednym z 40 posłów z gminu, bo jego ojciec był mieszczaninem i zapewne dość wybitnym – jako piekarz został burmistrzem Kęt. Jednak w 1805 (a więc przed dołączeniem Małopolski do Księstwa Warszawskiego po zwycięskiej wojnie z Austrią) przyznano Florkiewiczowi dziedziczne galicyjskie szlachectwo. Musiał być bardzo rzutkim politykiem, bo w 1809 został radcą departamentu krakowskiego Księstwa Warszawskiego, w 1811 został posłem do Sejmu Księstwa Warszawskiego. Jego syn postawił mu wspaniały pomnik w kościele św. Piotra i Pawła w Krakowie, ale współcześni mieli wątpliwości, czy na pewno na niego zasługiwał. Autor tekstu na portalu przelom.pl cytuje wspomnienia Kazimierza Girtlera:
Wpadł mi w oczy pomnik na wysokim postumencie z kararyjskiego marmuru: spoglądam co to za poważny mąż, czytam: Kajetan Ozdoba Florkiewicz – napis szumny syn Juliusz położył. Bardzo to był człek maluczki, a tu wielki w pomniku. W ręku zwitek papieru, może to on trzyma ów inwentarz z czasów Chrobrego. Ozdoba – herb mi nie znany, za życia nazywano go Paskuda zamiast Ozdoba. (...) Na pomniku jest tarcza herbowa, na niej orzełek ale nad nią korona o 9 pałkach, co to heraldycznie służy hrabiom. To już widocznie choroba jego syna, lepiej ja o nim trzymałem. (…) był biczem bożym na chłopów. Zamianą gruntów zabrał im co krwawą pracą ojcowie ich z kamieni oczyścili, dał za to piaski; za bliskie dał pola odległe; pod pozorem karności takimi ich okładał wymaganiami, takie wymyślał na nich kary, że biedacy półrolnicy do kościoła jeden od drugiego butów pożyczali. (...) Mówiono też, że składany przez niego na poparcie wymagań inwentarz bardzo jest podejrzany, powinności w nim ciężkie, a gdy on sam utrzymywał, że ten inwentarz powinności włościańskich rzeczywiście jest bardzo dawnym, śmiano się, iż pewnie za Chrobrego był pisany.