Witold Pruszkowski, Rusałki, 1877, MNK
Jak "pozytywistycznie" nastawiony krytyk radzi sobie z takim obrazem jak Rusałki? Może to wywołać nieoczekiwanie komiczny efekt.
Rusałki w mniemaniu ludu na Rusi – a na Małorusi szukał artysta podania, jak z ubioru rusałki widać – są powiewne i lekkie jak dym, co nad chatą się wznosi, lecz gdy chcą zwabić młodzieńca, to przybierają postać dziewczyny wiejskiej lub hożej mołodycy – więc zarzut zbytniego realizmu nie ma podstawy, artysta zgodnie z prawdą starał się odtworzyć dziewczynę wiejską. Inna rzecz czy artysta potrafił typ wiejski uchwycić, zdaje nam się, że nie, jest to twarz pospolita, tak pięknością, jak i wyrazem szablonowa. Bardziej idealna, jest postać drugiej modrookiej rusałki, ale i tam brak wyrazu – twarzyczka ta, zarówno do balowej sukni jak i do dworskiej świty użytą być może.
Ten obraz idealnie nadaje się do analizowania pod kątem spojrzeń namalowanych postaci i widza patrzącego na obraz. Najpierw dostrzegamy rusałki, potem ich ofiary. Tego, na którego patrzy rusałka w tle i tego, który już leży nieżywy, a na którego rusałka, która go zwabiła już nawet nie spogląda ale jedynie wskazuje nogą. Jest jeszcze antyczne dziedzictwo bo to przecież antyczne syreny ujawniły się na Ukrainie (nota bene o czymś podobnym pisał Walter Pater w Renesansie).