Anders Zorn, Madonna, lata dziewięćdziesiąte XIX w. (?)
Najwyraźniejsze analogie do malarstwa skandynawskiego, jeżeli przyjąć Zorna za jego reprezentanta wyrażającego w pełni jego ducha, można zauważyć pomiędzy stylem jego portretów i portretami autorstwa Konrada Krzyżanowskiego. Ten fakt nie dziwi bo Krzyżanowski zetknął się z nim podczas studiów w Petersburgu. Jego zamaszysty styl nie był całkiem oryginalny, lecz był naśladownictwem maniery Boldiniego. Takie wirtuozerskie malarstwo bardzo się podobało pod koniec XIX wieku, może nawet bardziej niż eksperymenty, którymi karmili publiczność artyści nowocześni. Zornowi udało się zdobyć uznanie jednej z najważniejszych osób, o których przychylność warto było walczyć w Europie ok. 1900, amerykańskiej kolekcjonerki Isabelli Stewart Gardner. Stąd tyle prac Zorna w jej muzeum.
Anders Zorn, Isabella Stewart Gardner w Wenecji, 1894
Krzyżanowski przejął ten styl prawie na pewno od Zorna. Szansa że widział obrazy Boldiniego, Sargenta czy Sorolly jest niewielka. Pytanie czy udało mu się pójść dalej? Myślę, że tak, przynajmniej w niektórych obrazach. Niestety, nie spotkał żadnej amerykańskiej kolekcjonerki i teraz tylko w Polsce jego nazwisko komukolwiek coś mówi.
Konrad Krzyżanowski, Portret Janiny z Ołtarzewskich Wilczyńskiej, ok. 1912, MNW
P.S.
Tak naprawdę styl to nie wszystko. Zorn był kompletnie innym malarzem niż Krzyżanowski. Jego największą pasją był akt, niemal nieobecny w polskim malarstwie ok. 1900, przynajmniej w porównaniu ze Skandynawami. Zorn pozostawił setki jeżeli nie tysiące aktów wykonywanych w różnych technikach. I w jego aktach najlepiej widać czym się różnił od malarzy akademickich. Nie chodziło mu o idealizm, nawet jeżeli na swój sposób idealizował modelki, ale o jak najbardziej realistyczne malarstwo.