Od niedzieli do wtorku byłem w górach. Dodatkowy wypad bez dzieciaków. Góralskie porcje nie należą do małych. Wysiłek fizyczny też był niemały, choć mógłby być większy, ale jechaliśmy z nastawieniem odpoczynku, a nie wyrobienia normy. W ostatecznym rachunku waga w środę pokazała mniej. Niestety ubytek masy nie był spowodowany utratę tkanki tłuszczowej, która wręcz przyrosła według wagi. Myślę, że istotna dla dalszego przebiegu tygodnia jest ubytek wody. Pogoda w górach była w kratkę. Raczej chłodno i za rzadko sięgałem po wodę.
W środę zaraz po przebudzeniu złapał mnie ból z prawej strony tyłu pleców. Myślałem, że mnie przewiało na szlaku i dopadły mnie osławione korzonki. Ból przeniósł się na całą prawą stronę i doszły wymioty wodą. Przy całkowitym braku oddawania moczu. Środę spędziłem na izbie przyjęć jednego szpitala, potem POZ i znowu na izbie drugiego szpitala. Po lekach rozkurczowych w formie zastrzyków bóle odeszły w niepamięć.
Ogólnie zostałem nakłuty 6 krotnie (trzeba nie lada wysiłku, żeby pobrać mi krew, która po nakłuciu po prostu nie leci) i odesłany pod wieczór z antybiotykiem. Wykryto bakterie w moczu, a wstępnie wykluczono kamienie. Pierwszy posiłek zjadłem około 18.
Następnego dnia na wadzę się przestraszyłem. Jednak kroplówki dobrze nawodniły mnie, bo według wagi przyrosło mnie 1,8kg samej wody. Kłopoty w pracy, rodzinne i uziemienie mnie przez małżonkę w domu spowodowało, że tego dnie zajadłem ostro smutki/stresy. Od taki oscypek z gór to przekąska na jeden raz. Dodatkowo sumiennie się nawadniałem, co za skutkowało dodatkową ilością wody w organizmie.
W piątek próbowałem odnaleźć właściwy rytm. Poszedłem na kontrole i dzięki temu udało zrobić mi się większą ilość kroków. Dostałem badania kontrolne usg i badanie moczu, które mam wykonać po skończonej kuracji antybiotykiem. Niestety dowiedziałem się, że pani doktor osobiście odradza mi bieganie, bo może powtórzyć się napad bólowy. Nie wiem, czy iść czy nie w najbliższym czasie. Szkoda mi wypracowanej formy.
Oczywiście wynik obarczone są błędem pomiarowym. Ogólnie wniosek jest prosty stres i podjadanie nie są sprzymierzeńcem odchudzania.